czwartek, 29 października 2015

Serce Cienia - Rozdział 3


Rozdział 3

 

Gaara szybkim krokiem zmierzał w kierunku przywódczyni wioski Liścia, która wyszła ich powitać. Po jego lewej stronie kroczył jego straszy brat, Kankuro wraz z młodym, błękitnowłosym sekretarzem, a po prawej Cień, który swoją osobą budził wielkie zainteresowanie zebranych dookoła ludzi.

Nie na co dzień ma się w końcu okazje widzieć na własne oczy żywą legendę, której siła jest powszechnie znana.

Członkowie Akatsuki chyba też o niej słyszeli.

Na twarzy rudzielca pojawił się lekki grymas.

Na wieść, że jego kochanek weźmie udział w walce, przeciwnik szybko się ulotnił.

Gaara zastanawiał się nad ich motywacją. Wątpił w to, żeby tak łatwo zrezygnowali. To nie było w stylu Akatsuki. Może to była wyłącznie grupa zwiadowcza? Nie sądził żeby tak było. Coś planowali, a obecność Cienia bardzo im w tym czymś przeszkodziła. Jednak wrócą tu już wkrótce, był tego pewien.

- Kazekage, jak miło znów cię widzieć. Ile to już lat minęło odkąd nas odwiedzałeś? Trzy, a może cztery? – powitała go Tsunade spokojnym, wyważonym głosem, który nie pasował do jej pokrytego krwią i brudem stroju.

- Hokage, ciebie również miło widzieć. – skinął jej głową na powitanie. – Doskonale wiesz, że nie odwiedzałem wioski Liścia od kiedy opuścił ją Naruto. Nie mam innego powodu by tu bywać. – dodał dobitnie. Do dziś nie wybaczył im sposobu, w jaki potraktowali tak wspaniałego shinobi i jego drogiego przyjaciela.

Widział jak na twarzach Tsunade i towarzyszących jej osób pojawia się grymas smutku i żalu.

Jednak było na to za późno.

Konoha mocno ucierpiała, pozwalając odejść Uzumakiemu. Widział to jasno i wyraźnie, jak na dłoni.

Blondyn nie tylko był wspaniałym shinobi i bohaterem wioski. Naruto niezauważalnie stał się jednym z nieodzownych elementów serca wioski i jego odejście odbiło się na wszystkich jej mieszkańcach.

Szkoda, że zdali sobie z tego sprawę dopiero po fakcie, mogli oszczędzić sobie kłopotów i nie dopuścić do cierpienia, jakiego za ich sprawą zaznał ten słodki blondyn.

- Czy… czy masz o nim jakieś wieści, Kazekage? – z lewej strony dobiegło ciche pytanie.

Mrużąc lekko swoje jasnozielone oczy, przyjrzał się uważnie dziewczynie, która je zadała. Wydawała mu się w jakiś sposób znajoma. Miała krótko ścięte, czarne włosy i mlecznobiałe oczy pozbawione tęczówek oraz źrenic.

Byakugan.

A tak, już pamiętał. Hinata Hyuga.

Często ją widywał, gdy jeszcze odwiedzał regularnie wioskę Liścia. Posiadała wtedy znacznie dłuższe włosy i była bardzo silnie zadłużona w Naruto, a sądząc po jej zachowaniu ten stan albo jej nie minął, albo kobieta po prostu nie znalazła jeszcze odpowiedniego mężczyzny, co wywnioskował nie dostrzegając na jej palcu obrączki.

Na myśl o pierścionku z rozmarzonym uśmiechem, potarł lekko kciukiem złotą obręcz na serdecznym palcu, po czym szybko się opamiętał na widok zdziwionych spojrzeń członków wioski Liścia.

- Nawet gdybym takowe wiadomości posiadał, zachowałbym je dla siebie. Naruto jest – mocno zaakcentował to słowo – moim przyjacielem i nie mógłbym zdradzić jego zaufania. – odparł z nieukrywaną złością w głosie. Ta kobieta z jakiegoś powodów go drażniła. Niby teraz tak bardzo troszczyła się o Uzumakiego dopytywała się o niego, a gdzie była wcześniej? Gdzie była, gdy jego drogi przyjaciel cierpiał, gdy czuł się samotny, odrzucony przez innych?

Nie było jej przy nim. Wyparła się go tak, jak zrobili to inni mieszkańcy wioski.

Jego spojrzenie spochmurniało i wyostrzyło się.

- Ekhem… – odchrząknęła Tsunade, odwracając jego uwagę od córy rodu Hyuga. – Gaara, widzę, że nosisz na serdecznym palcu obrączkę. Czyżbyś się ożenił... Nie wiedziałam o tym… Ja… Gratuluje… Naprawdę… – ponownie odchrząknęła, starając się ukryć zaskoczenie – Nie wspomniałeś o tym podczas naszej ostatniej rozmowy. Twoja siostra i szwagier też nie wspomnieli nawet słowem o zaręczynach i weselu. – zamyślona postukała się palcem wskazującym w brodę. – Zatem to musi być świeża sprawa. Chyba nie miałam przyjemności poznać twojej uroczej wybranki. Musi być naprawdę wyjątkowa. – Tsunade mimo, że sama czuła się skrępowana zaistniałą sytuacją, starała się rozładować napiętą atmosferę. Z pozytywnym rezultatem, gdyż większość wojsk Piasku zaczęła chichotać, a jego własny brat śmiał się otwarcie zgięty w pół. Nawet na przeważnie pozbawionej emocji twarzy jego sekretarza pojawił się nikły uśmiech. Jego własne usta również wygięły się w nieznacznym uśmiechu.

Tylko jego kochanek stał obok niego z naburmuszona miną, ukrytą za nieodzowną maską.

- To wcale nie było śmieszne. – burknął Cień.

BUM!

Kankuro leżał na ziemi, zwijając się ze śmiechu. Łzy rozbawienia spływały po jego pomalowanych policzkach. Mieszkańcy Konohy spoglądali na nich dziwnie podejrzliwie, odsuwając się od nich na bezpieczną odległość. Zapewne zastanawiali się, czy z ich zdrowiem psychicznym jest wszystko w porządku i czy to przypadkiem nie jest zaraźliwe.

- Braciszku! – blond smuga przeleciała przez tłum, wpadając w rozpostarte ramiona Gaary.

- Witaj, Temari, jak dobrze znów cię widzieć. – odpowiedział ze szczerym uśmiechem. Nie widział siostry od czasu jej ślubu z Narą, który odbył się dziesięć miesięcy temu. Strasznie za nią tęsknił, po tym jak wraz z mężem przeprowadziła się do Konohy. Przyjrzał się jej dokładnie. Małżeństwo i życie w wiosce Liścia widocznie jej służyło. Pomijając dość widoczne oznaki jej zaawansowanej ciąży – nawiasem mówiąc Shikamaru szybko się uwinął – Temari promieniowała szczęściem. Może było to trochę nietypowe w okresie wojny, gdy wszystkim groziło niebezpieczeństwo, ale szeroki, niespotykany do niedawna uśmiech na jej szczupłej, urodziwej twarzy, był bardzo zaraźliwy.

On sam się uśmiechnął. Chciał ponownie objąć siostrę, gdy jego uwagę zwrócił dziwny pisk i coś wyrwało ją siłą z jego ramion.

Zamrugał zaskoczony. To było naprawdę szybkie.

- Czyś ty kobieto zwariowała!? Biegać w twoim stanie? A jak zaszkodzisz maleństwu? Mam nadzieje, że nie zrobiłaś sobie czegoś. – jego przerażony kochanek, trzymał Temari za ramiona, z autentycznym przestrachem oglądając ją z każdej strony, szukając jakichkolwiek oznak jej złego samopoczucia.

Gaara z westchnieniem zakrył twarz dłonią. Nie wiedział czy ma zacząć się śmiać, czy płakać. Zapewne jedno i drugie. Coś czuł, że zawstydzające przedstawienie, które ich czekało jest nieuniknione.

Taki wstyd, taki wstyd.

Nie mogli by tego omówić w ciszy, na uboczu, a nie w centrum uwagi i to obu krajów? Do tego na oczach czcigodnej Hokage.

Taki wstyd, taki wstyd.

Temari delikatnie lecz stanowczo starała się wyplątać z uścisku potężnego mężczyzny, czego ten zapewne nie zauważył tak zaabsorbowany troską dobro jej i nienarodzonego dziecka.

To było pewien pokręcony sposób urocze.

- Spokojnie, nic mi nie…

- Kobieto – potrząsnął nią lekko – jak można być tak nieodpowiedzialnym i nie dbać o moją przyszłą chrześnicę?

- Ale… - próbowała coś powiedzieć.

- Gdzie twój mąż? Jak on może pozwalać…

BUM!

Cień zgiął się wpół, trzymając się za bolącą potylice. Starał się rozmasować szybko rosnący guz, pocierając go energicznie.

- Ała, ała, ała. Boooli. Dlaczego to zrobiłaś? – ułożył usta w dzióbek.

- Miało boleć. – warknęła – Mógłbyś się w końcu uciszyć wstrętna gaduło. – kobieta poczerwieniała na twarzy ze złości. – Próbowałam się przywitać z własnym bratem, którego jak zapewne wiesz nie widziałam od dłuższego czasu. – nabrała głęboko powietrza, starając się uspokoić. – I kto ci w ogóle powiedział, że pozwolę ci, ty wstrętny wielkoludzie zostać chrzestnym mojej kochanej córeczki? – podparła się pod boki, patrząc na blondyna rozgniewanym wzrokiem.

Cała ta scena wyglądała z boku naprawdę przekomicznie. Ogromny mężczyzna kulił się ze zbolałą miną przed sporo od siebie niższą kobietą w zaawansowanej ciąży.

Zresztą to przecież była Temari.

Nawet on sam się jej czasem bał.

Nie żeby komuś kiedykolwiek zamierzał się do tego przyznać. Nie było takiej opcji. Ale jego starsza siostra potrafiła być naprawdę przerażająca. Nie na darmo nosiła niegdyś miano najbardziej krwiożerczej i bezwzględnej kobiety shinobi w całym Piasku.

- Wcale nie jestem wstrętny! – warknął na nią oburzony mężczyzna. – A zresztą gdzie znajdziesz lepszą ode mnie opiekunkę do dziecka? No proooszę.– dodał, robiąc szczenięce oczka i układając dłonie jak do modlitwy.

Gaara zagryzł wargi żeby nie parsknąć śmiechem. To było do przewidzenia.

Przyszła matka spojrzała na jego kochanka podejrzliwie mrużąc oczy. Po chwili jej twarz złagodniała, a na ustach pojawił się ciepły uśmiech.

- Wiem o tym. – podeszła do blondyna i go uścisnęła. – Kankuro podczas swoich wizyt często mi opowiadał, jak cudowny kontakt masz z Kantarou i uwierz mi, lepszego chrzestnego dla mojego dzidziusia to ze świecą by szukać.

- Ja… eh… dziękuje. – Cień zawstydzony spuścił wzrok, pocierając kark. Było widać, że słowa Temari go ucieszyły, ale i jednocześnie mocno wzruszyły.

Gaara z czułym uśmiechem podszedł do kochanka i poklepał go uspokajająco po ramieniu, na co ten podziękował mu skinieniem głowy, nie chcąc podnosić głowy, żeby nikt nie zauważył jego szklących się oczu.

- Jeśli już skończyliście tą niezwykle wzruszającą scenę, to może wreszcie weźmiemy się do roboty? – Zza Tsunade wyłonił się wysoki, szczupły młodzieniec o nieskazitelnej, jasnej twarzy i włosach czarnych, niczym skrzydła kruka. Jego niemal równie ciemne oczy spoglądały na nich z zimną obojętnością.

- Sasuke Uchiha. – syknął cicho przez zęby Cień.

Kazekage szybko wzmocnił uścisk na jego ramieniu, przypominając mu jako kto tu teraz jest i co tu robi.

Gaara wiedział, że jego kochanek nie przepada za brunetem, ale to nie czas i miejsce na rozstrzygnięcie prywatnych sporów.

- Znamy się? – wzrok Sasuke przesunął się na blondyna, lustrując uważnie jego sylwetkę, zatrzymując się na dłużej na jego włosach i zasłoniętej twarzy.

Rudzielcowi nie spodobał się błysk, który na ułamek sekundy pojawił się w oczach dziedzica klanu Uchiha.

- Nie sądzę. – burknął w odpowiedzi blondyn. – Ale muszę ci przyznać rację, powinniśmy się wziąć do pracy. Orochimaru i Madara wraz z resztą Akatsuki tak łatwo nie zrezygnują.

- Zapraszam do mojego gabinetu – wtrąciła szybko Tsunade, ruszając przodem.

- Zajmę się naszymi ludźmi, po czym do ciebie dołączę. – no Sabaku widział, jak jego kochanek odchodzi. Cała jego postawa aż krzyczała napięciem, widocznym w jego sztywniejszych niż na co dzień  ruchach i prostych jak pręt plecach. Nie potrafił ukryć odczuwanego dyskomfortu.

Nie przed nim. Nigdy przed nim.

Zbyt dobrze go znał.

Żaden z nich nie cieszył się z przybycia do Konohy. Obaj chcieliby już to mieć za sobą. Na ich nieszczęście członkowie Akatsuki dosłownie zniknęli, przedłużając całą sprawę.

Gaara nie mając innego wyboru, ruszył za Hokage i jej podwładnymi, oglądając się jeszcze raz za odchodzącym Cieniem.

 

~***~

 

Sasuke Uchiha stojąc nonszalancko oparty o ścianę z założonymi na piersi rękami, uważnie obserwował Kazekage i jego brata spod lekko zmrużonych powiek.

Przywódca Piasku i jego brat niewiele się zmienili od czasu, gdy widział ich po raz ostatni. No może Gaara wydawał mu się odrobine drobniejszy i delikatniejszy, ale tłumaczył sobie to tym, że to on sam urósł i zmężniał.

W gabinecie Hokage, gdzie się znajdowali poza nim i dwójką braci z Piasku był również drobny, nie rzucający się w oczy chłopak o krótkich biało – błękitnych włosach, którego imienia nie zapamiętał, ale wiedział, że jest sekretarzem Kazekage. Chłopak był tak niewielkiego wzrostu, że jego nikła postać, niemal znikała zza wysokiego oparcia fotelu, na którym siedział Kazekage. Poza nimi była tu jeszcze oczywiście sama Tsunade, a Iruka, który pomimo tego, że był chuninem, pełnił tymczasowo rolę asystenta Hokage, jonini Kakashi, Sakura, Neiji on sam oraz Shikamaru, który ziewając szeroko wszedł do pokoju, a zauważywszy swoich szwagrów, pozdrowił ich wyłącznie skinieniem głowy i krótkim „cześć”, nie chcąc zapewne tracić energii na bardziej wylewne powitanie.

Wstrętny leniuch.

Zmarszczył lekko nos z niesmakiem.

Kto by pomyślał, że ten rozleniwiony mężczyzna posiada tak błyskotliwy umysł.

Powrócił wzrokiem do przywódców wiosek.

Hokage spokojnie sączyła herbatę, krzywiąc się niemiłosiernie przy każdym łyku. Widać było, że zdecydowanie bardziej wolałaby napić się czegoś mocniejszego, lecz w obecnej sytuacji sake byłaby wielce niewskazana. Musiała zachować jasny umysł. Tego od niej wymagano. To w końcu od niej zależało ich życie, bezpieczeństwo.

- Skoro wszystko zostało już uzgodnione, przejdźmy może do bardziej przyziemnych spraw. – na twarzy Tsunade pojawił się przebiegły uśmiech. – Zdradź mi proszę, kiedy i z kim to się ożeniłeś oraz jak to się stało, że ani ja ani inni Kage nic o tym nie wiedzieliśmy?

 

Gaara rozparł się wygodniej w fotelu, zakładając ramiona na piersi. Nie śpieszył się z odpowiedzią. Kątem oka zauważył jak jego kochanek wślizguje się po cichu do pomieszczenia i staje przy drzwiach, nie zauważony przez większość zebranych. Cień gdy tego chciał potrafił być niedostrzegalny i poruszać się bezszelestnie, niczym polujący drapieżnik.

Rudzielec rozejrzał się po zebranych w pomieszczeniu osobach, zatrzymując wzrok na swojej rozmówczyni. Na twarzach wpatrzonych w niego obecnych shinobi Liścia, w tym i samej Hokage była wypisana ciekawość. W końcu rzadko się zdarza by któryś z Kage znajdował sobie małżonka, zwłaszcza w tak młodym wieku, co on.

W jego jasnozielonych oczach zabłysły złośliwe ogniki. Miał ochotę trochę zabawić się kosztem mieszkańców Konohy.

- Widzisz wielebna… – zaczął spokojnym, obojętnym głosem – Nie sądzę, żeby moje życie prywatne powinno interesować któregokolwiek z Kage. – na jego ustach pojawił się szatański uśmiech, który widocznie zdezorientował Tsunade.

Kankuro ukrył drżące usta za dłonią, powstrzymując śmiech. Jego starszy brat zapewne domyślał się, co kombinuje. To nie było dla niego zaskoczeniem, znali się przecież nie od dziś.

- Poza tym moja druga połówka sama sobie wyrobiła imię, nie potrzebuje przedstawienia. Prawda, skarbie? – dodał milszym głosem, wyciągając dłoń w kierunku Cienia, który podszedł do niego, poruszając się z płynnie i z gracją, niczym kot. Czule ujął jego niewielką, jasną dłoń w swoją dłużą i o znacznie ciemniejszym odcieniu. Blondyn skłonił się lekko, z szacunkiem należnym przywódcy wioski, po czym złożył na jego palcach delikatny niczym skrzydła motyla pocałunek, który odczuł pomimo zakrywającej twarz maski.

- Zgadza się, mężu.

Serce Cienia - Rozdział 2

Serce Cienia

Rozdział 2

 

~ 5 lat później ~

 

Czcigodna Hokage wioski ukrytej w liściach siedziała samotnie w swoim pogrążonym w ciemności gabinecie. Leniwym ruchem nalała sobie do czarki odrobinę sake, po czym podniosła naczynie do ust i przechyliła je, wypijając całą zawartość za jednym razem. Nawet się nie skrzywiła, czując jak mocny trunek piecze jej przełyk.

- Jak to się mogło stać? – zapytała samą siebie. - Jak mogłam na to pozwolić? – odchyliła się na oparcie fotela, wzdychając ze zmęczeniem.

Dzisiejszego dnia upłynęło dokładnie pięć lat od momentu, kiedy to Naruto opuścił wioskę Liścia. Z początku zarówno ona, jak i większość mieszkańców byli z tego naprawdę radzi.

Z czasem jednak zaczęło im czegoś brakować.

Początkowo chyba nikt nie zdawał sobie sprawy co to takiego, jednak podświadomie wiedzieli, że coś jest nie tak i starali się szukać rozwiązania, by wyjaśnić panujący w nich niepokój.

Tsunade zrozumiała wszystko dopiero, gdy wezwała do siebie drużynę siódmą, chcąc powierzyć im pewne zadanie.

Przyglądała się im spokojnym, zasępionym twarzą, nie mogąc dociec, co się nie zgadza.

Sai, Sakura, Sasuke, Kakashi.

Drużyna była w komplecie, a jednak w jakiś nie wyjaśniony sposób nie była kompletna.

Czegoś jej brakowało.

Elementu, który spajałby ją w całość.

Patrząc na tych poważnych młodych ludzi i ich mistrza, miała wrażenie, że patrzy na całkiem odrębne istoty, które drużyną są jedynie z nazwy.

Brakowało im radości życia, odrobiny luzu, uśmiechu.

Czegoś, co swoją osobą wnosił do ich życia Naruto.

Hokage przetarła wierzchem dłoni oczy, czując jak zbiera się w nich wilgoć.

Nigdy by nie przypuszczała, że Uzumaki swoją osobą odbije na niej i na innych mieszkańcach wioski tak głębokie piętno.

Bez niego wszystko wydawało się takie smutne i nudne.

Nikt już nie wpadał niezapowiedziany do jej gabinetu, trzaskając drzwiami, nie drażnił jej, nazywając babcią. Nikt nie krzyczał, nie kłócił się z nią otwarcie, nie doprowadzał do obłędu, nie domagał się by uczyła do na przyszłego Hokage. Nikt już nie potrafił ją tak łatwo rozbawić, doprowadzić do uśmiechu i wściekłości w ułamku sekundy.

To wszystko przepadło wraz z odejściem Naruto.

Nie tylko ona miała takie odczucia.

Widziała to również po innych.

Iruka wyraźnie jej unikał, ograniczając ich kontakty do całkowitego minimum.

Rozumiała to.

Winił ją za jego odejście. W końcu nie pozwoliła im za nim ruszyć.

Chciała by zniknął.

Jakże mogła być tak głupia?

Kakashi również jej unikał. On jednak bardziej niż ją, winił za wszystko swoich dawnych uczniów. Uważał, że to ich wina, skoro byli drużyną, że powinni się wspierać, a nie dyskryminować jej członków.

Sakura i Sai do dzisiejszego dnia czuli się winni jego odejścia. Przez pewien czas starali się go nawet szukać na własną rękę, ryzykując jej rozgniewaniem i karą, za złamanie rozkazu.

Ona jednak nie miała serca im tego zabraniać. Sama tęskniła za tym blondwłosym wariatem.

Tylko Sasuke nie obeszło odejście Uzumakiego, a przynajmniej tak myślała.

Do czasu, aż zaproponowała mu szkolenie na Hokage.

Nigdy jeszcze nie widziała tak rozgniewanego Uchihy.

Skończyło się na krzykach i licznych wyzwiskach pod jej adresem. Już chciała mu przyłożyć i ukarać aresztem za takie zachowanie w stosunku do przełożonej, przywódczyni wioski, gdy ten powiedział jedno zdanie, które na zawsze zapadło jej w pamięć.

- Nie jestem godzien, by zostać Hokage, nikt nie jest i nie będzie tak, jak on właśnie był.

Właśnie wtedy Tsunade zrozumiała kilka rzeczy.

Po pierwsze. Sasuke miał absolutną racje, bo nikt tak bezinteresownie nie dbał o dobro innych ludzi, jak Naruto.

Po drugie i to zaskoczyło ją chyba najbardziej, bo jak mogła być aż tak ślepa i tego nie dostrzec?

Młody Uchiha był zakochany w Uzumakim.

Była to miłość głęboka i jak najbardziej szczera. Miłość, która doprowadzała go do nieopisanego cierpienia. Bo w końcu to właśnie on był jednym z powodów, przez które Naruto ich opuścił.

Szczerze mu współczuła z tego powodu.

Wiedziała, jak to jest utracić kogoś, kogo się kocha. Lecz przypadek Sasuke był inny, gdyż nikt nie wiedział, gdzie przebywa Uzumaki, czy w ogóle jeszcze żyje.

Świadomość czegoś takiego musiała być dla osoby zakochanej niewyobrażalnie bolesna.

Teraz jednak Tsunade miała na głowie inne zmartwienie.

Jej wiosce groziło olbrzymie niebezpieczeństwo, a ona pozwoliła odejść jej najpotężniejszemu shinobi.

Nie wiedziała, jak sobie z tym poradzi.

Miała nadzieje, że inne wioski przyjdą jej z pomocą, nie chciała jednak polegać wyłącznie na ich sile. Musiała być wstanie poradzić sobie z tym sama, nie mogła pokazać, że Wioska Liścia jest słaba, to mogłoby zaszkodzić na przyszłość jej bezpieczeństwu i narazić ją na najazdy innych, którzy chcieliby zagarnąć ich ziemie.

Nie wiedziała jednak jak sobie z tym poradzić.

U bram kłębiły się wojska Akatsuki z Orochimaru i Madarą na czele.

Jakim cudem ten oślizgły wąż zdołał uniknąć śmierci i zdobył wsparcie organizacji?

Nie wiedziała żadnej  z tych rzeczy.

Była jednak pewna jednego.

Czekały ich ciężkie chwile.

 

~***~

 

Dwudziestotrzyletni mężczyzna siedział w swoim biurze, czytając raport dotyczący ostatnich wydarzeń mających miejsce we wiosce Liścia.

- Wygląda na to, że Konoha ma spory kłopot. – mruknął do siebie – Twoim zdaniem powinniśmy interweniować już teraz, czy poczekać na oficjalną prośbę Hokage? – odwrócił się w fotelu, podając raport swojemu zastępcy, który zajął miejsce jego siostry Temari, po tym, gdy wyszła za mąż za Shikamaru i zamieszkała wraz z małżonkiem w jego rodzinnej wiosce.

Rudzielec przyjrzał mu się dokładnie swoimi zielonymi oczami, podkreślonymi czarną kredką. Był to mężczyzna w tym samym wieku, co on. Ubrany był obecnie w wysokie, czarne obuwie, szkarłatne luźne spodnie, przewiązane na łydkach białymi bandażami. Zawsze nosił czarną maskę, ukrywającą dolną część jego twarzy, podpatrzoną zapewne u swojego znajomego Hatake oraz czarna koszulkę bez rękawów, cudownie opinającą się na jego szerokiej, umięśnionej klatce piersiowej i wyrzeźbionych mięśniach brzucha.

Gaara uwielbiał tego mężczyznę.

Uwielbiał jego opaloną skórę i szerokie ramiona, jego lodowato błękitne oczy i spalone słońcem, jasne włosy z rudymi i złotymi pasmami, a także tą przystojną twarz ukrytą za maską. Uwielbiał go całego. Jednak najbardziej jego czułe serce i jasny umysł. To właśnie dlatego wybrał go spośród innych na swojego zastępcę. Nie dlatego, że mu ufał, choć bez wahania powierzyłby mu własne życie. Nie dlatego, że był wspaniałym wojownikiem, którego umiejętności przewyższały zapewne niejednego senina. Nie, on go wybrał ze względu na to serce, które na każdym kroku okazywał wszystkim członkom Sunny, a także za ten cudowny umysł, który niejednokrotnie ratował ich z opresji.

- Sądzę, Kazekage, że powinniśmy się przygotować, gdyż w każdej chwili możemy otrzymać wiadomość z prośbą o pomoc. Poczekałbym do tego czasu z wyruszeniem. – mężczyzna odpowiedział spokojnie, nie odrywając wzroku od tekstu. – Nie rozumiem jednak jaki cel, poza zemstą ma Orochimaru, najeżdżając wraz z Akatsuki na Konohe.

- Dobre pytanie. – Gaara pochylił się, pocierając palcami skroń. To był długi i męczący dzień, w czasie którego wraz ze swym zastępcą musieli przebrnąć przez tony dokumentów. Nie lubił tego, ale wiedział, że jest to nieodzowny element piastowanego przez niego stanowiska. – Wiesz, do tej pory zastanawia mnie to, w jaki sposób Orochimaru wyślizgnął się ze szponów śmierci i zdobył pomoc Akatsuki. Byłem pewny, że ten wstrętny wąż zginął z rąk młodego Uchihy. – skrzywił się, gdy ból głowy jeszcze się nasilił.

- Powinieneś odpocząć. – powiedział jego zastępca, a ciepłe, palce zastąpiły jego własne w cudownym, kojącym ból masażu.

Zachichotał cicho.

- O ile dobrze pamiętam, Cieniu, to ty miałeś dziś do zrobienia dużo więcej niż ja.

Tak, Cień, wojownik, o którym zaczęły już krążyć legendy i pieśni, opiewające jego siłę, spryt i męstwo, był od niemal roku jego prawą ręką, co niewątpliwie podniosło poziom bezpieczeństwa w Sunnie.

- Dlatego uważam, że powinniśmy to dokończyć i iść do domu. – powiedział błękitnooki, nie zaprzestając delikatnego masażu, czym uzyskał mrukliwe dźwięki aprobaty swojego Kage.

- Nie sądzę, że powinniśmy tak to zostawić. – wskazał na raport.

- W tym momencie nie możemy zrobić nic, poza przygotowaniami, Konoha nie została jeszcze zaatakowana, więc jakakolwiek interwencja z naszej strony, mogłaby zostać niemile odebrana.

- Wiem. – westchnął – W porządku. Wydaj odpowiednie rozkazy, niech wszyscy będą gotowi.

- Tak jest, Kazekage. – mężczyzna skłonił się lekko, po czym odszedł, machając na pożegnanie siedzącemu po drugiej stronie pokoju sekretarzowi.

Gaara opuścił swoje biuro chwilę później, zostawiając papierkową robotę na głowie błękitnowłosego młodzieńca. Udał się w stronę domu, patrząc się zamyślony w ciemne, letnie niebo, usłane jasnymi gwiazdami.

Jego przyjaciel miał słuszność, powinien odpocząć, dziś już nic nie daliby rady zdziałać.

 

~***~

 

Rudowłosy mężczyzna stał pod prysznicem, chłodząc rozgrzaną słońcem skórę i zmywając z siebie pustynny piasek.

- Cudownie. – westchnął z przyjemności, opierając ręce o zimne kafelki. Pochylił głowę by zmoczyć krótkie, szkarłatne włosy, które ściemniały pod wpływem wilgoci.

- O tak, rzeczywiście cudowny widok. – usłyszał za sobą rozbawiony głos. Spojrzał przez ramie na swojego zastępcę, który przyglądał się uważnie jego nagiemu ciału, przez co w jego chłodnych na co dzień oczach, pojawił się psotny błysk, na którego widok po ciele Gaary przeszedł dreszcz.

- Będziesz tam tak sterczał i się gapił, czy do mnie dołączysz?

- Jak sobie życzysz, Kazekage. – mężczyzna ściągnął maskę, ukazując swoją przystojną twarz o wyrazistych rysach, pokrytą apetycznym, dwudniowym zarostem. Przejechał dłonią przez swoje blond włosy, odgarniając z oczu grzywkę i strosząc i tak sterczące już na wszystkie strony włosy. Zaczął się powoli rozbierać, kusząc swojego Kage.

Gaara przygryzł wargę, powstrzymując się od jęku.

- Mógłbyś przestać w końcu nazywać mnie Kazekage poza oficjalnymi spotkaniami, to naprawdę irytujące. – powiedział, starając się odciągnąć swoje myśli od podziwiania seksownego ciała swojego zastępcy.

- Jak sobie życzysz, panie. -  usłyszał cichy szept i chichot tuż przy swoim uchu, po czym poczuł, jak silne ramiona obejmują go w pasie. Wiedział, że jego przyjaciel się z nim droczy, jednak był zbyt rozleniwiony i zadowolony, żeby zareagować na zaczepkę.

Oparł głowę o pierś blondyna. Lubił w nim to, że jest od niego wyższy i postawniejszy. Przy nim czuł się kruchy i delikatny, nie musiał udawać poważnego, twardego Kazekage, jak przed innymi. Tu, w tych ramionach czuł się naprawdę bezpieczny i kochany. Postanowił troszkę się pobawić i z udawaną złością odwrócił się w stronę mężczyzny, by zaraz rozjaśnić się na widok najcudowniejszego uśmiechu na świecie.

Nie mógł nie odpowiedzieć własnym uśmiechem.

- Czy ktoś już ci dzisiaj mówił, że jesteś naprawdę niemożliwy? – zapytał, leniwie obejmując mężczyznę za szyję.

Cień zmarszczył brwi w zastanowieniu.

- Nie do końca. Twój brat, gdy pomagałem Kantarou namówić go, żeby zaczął młodego uczyć jutsu, nazwał mnie upierdliwym. – zmarszczył zabawnie nos, na co Gaara zachichotał.

W całej Sunnie było wiadomo, że jego budzący postrach kochanek, ma niezwykłą słabość do pięcioletniego synka Kankuro, co malec wielokrotnie wykorzystywał, owijając sobie blondyna wokół małego paluszka.

Rudzielec zastanawiał się, czy dla córeczki Temari, która lada dzień miała przyjść na świat, jego kochanek będzie równie opiekuńczy. Był tego równie pewien, jak tego, że przy każdorazowej wizycie Shikamaru będzie podrzucał mu córeczkę, byleby tylko nadrobić zaległości w spaniu.

No Sabaku uśmiechnął się na myśl o swoim zastępcy całym ubrudzonym dziecięcą kaszką i robiącym głupie miny, by nakłonić uparte dziecko do jedzenia.

Jęknął, wracając do rzeczywistości, czując mokry pocałunek na szyi.

- Odpłynąłeś gdzieś myślami. Wróć do mnie, potrzebuje cię. – delikatne wargi musnęły jego ucho w czasie szeptu. Czuł na brzuchu podniecenie swojego kochanka i aż jęknął z potrzeby. On również go chciał, bardzo. Spojrzał mu w oczy, a widząc, że te pociemniały z pożądania, postanowił nie kazać mu dłużej czekać i wpił się w jego pełne, jasne wargi, kosztując słodycz jego ust. Czuł jak jedna z silnych dłoni zaciska się na jego pośladku, a giętki język toruje sobie drogę do jego ust, żądając wpuszczenia… i uległości. Oddał się we władanie Cienia, pozwalając mu dominować, ale tylko tu, w ich łóżku, w ich związku był stroną uległą. Był stuprocentowym pasywem, pozwalającym swojemu mężczyźnie o siebie zadbać. Wiedział, że on to zrobi, znał go, ufał mu. Poczuł, jak śliski od żelu pod prysznic palec, wsuwa się między jego pośladki i zatacza powolne koła przy jego wejściu, pieszcząc pomarszczoną skórę.

 Z cichym okrzykiem wygiął plecy w łuk, odrzucając głowę do tył i eksponując smukłą szyję, na której chwilę później znalazły się usta blondyna.

Niestety tą cudowną chwilę przerwało uporczywe pukanie do drzwi jego mieszkania.

- Nie, nie teraz. – zaskomlał Gaara, mocniej przywierając do kochanka.

- Mam nadzieje, że to coś n a p r a w d ę ważnego. – usłyszał w odpowiedzi rozgniewany, stłumiony głos blondyna, gdy ten wychodził z łazienki zakładając na twarz maskę i wiążąc ręcznik wokół wąskich bioder. Szedł sprawdzić co się stało.

Rudzielec westchnął i oparł się plecami o ścianę, po czym odskoczył od niej z sykiem, czując niemiły kontakt rozpalonej skóry z zimnymi kafelkami. Usłyszał kroki i spojrzał na wracającego mężczyznę. Po jego minie poznał, że na dziś to był koniec ich pieszczot.

A zapowiadał się tak cudowny wieczór…

- Wybacz, skarbie, ale mamy czerwony alarm, przybyła wiadomość z Konohy z prośbą o pomoc. – słowa blondyna jedynie potwierdziły jego przypuszczenia.

- A zatem się zaczęło.

Serce Cienia - Rozdział 1

Serce Cienia

Rozdział 1

Samotny nastolatek stał na wzniesieniu, tęsknie spoglądając w kierunku wioski, która była jego domem odkąd pamiętał. Krople deszczu spływały po naznaczonych bliznami policzkach, mieszając się ze łzami. Jak mogło do tego dojść, przecież wszystko układało się tak dobrze? Miał swoje małe mieszkanko, przyjaciół, na których mógł polegać i cel do, którego nieustannie dążył.

Przynajmniej tak myślał do niedawna.

Coraz bardziej miał dość tego, w jaki sposób ludzie z wioski się do niego odnoszą, przez to, że jest nosicielem Kyuubiego. W końcu to nie była jego wina, sam w sobie tego demona nie zapieczętował. Mimo wszystko starał się dzielnie znosić krzywe spojrzenia ludzi, wytykanie palcami i szeptanie za jego plecami. Nie reagował nawet na wyzwiska, choć gdy był małym dzieckiem, parokrotnie żalił się Iruce, wypłakując się młodemu chuninowi w rękaw koszuli. Umino był wtedy jedyną osobą, która w pełni go akceptowała, był jak jego starszy brat, otaczając go opieką i stale zapewniając, że ludzie zrozumieją i zaakceptują go, gdy Naruto pokaże im, jak wartościowym jest człowiekiem, gdy spełni swoje marzenie o staniu się wspaniałym shinobi i zajęciu miejsca Tsunade jako Hokage, jako nowy przywódca wioski Liścia, – co blondyn wielokrotnie powtarzał wszystkim naokoło.

Jednak jego wytrzymałość też ma granice i dzisiaj zostały one przekroczone. Dlatego stał tu teraz, ostatni raz spoglądając na Konohe, zanim opuści ją na zawsze. Może jeszcze kiedyś tu wróci, ale nie będzie już członkiem tej wioski.

To nie tak, że został wyrzucony, sam postanowił odejść. Zdecydował się zejść im z oczu, by więcej już nie musieli widywać tego „odrażającego potwora”, „obrzydliwego i głupiego nosiciela demona, który do niczego się nie nadaje, tylko wszędzie wprowadza bałagan i zamieszanie, stanowiąc równocześnie zagrożenie dla innych jak i siebie samego”. Tak mu dzisiaj powiedzieli ci niby przyjaciele, którzy mieli być jego podporą i wspierać go w trudnych chwilach. Odwrócili się od niego, gdy tak bardzo ich potrzebował.

Sakura i Sasuke.

Osoby, których przyjaźni był pewien, jak niczego innego na tym świecie, no może poza tym, że pragnął stać się Hokage.

Jednak i to przepadło.

Tsunade powiedziała mu, że nigdy nie pozwoli, żeby ktoś tak bezmyślny i bezwartościowy jak on przejął po niej stanowisko, bo oznaczałoby to niechybną zgubę dla wioski, jaką byłaby władza demona. Naruto bardzo zabolały te słowa. Był pewien, że „babcia Tsunade”, jak pieszczotliwie zwykł nazywać przywódczynię wioski Liścia, ku jej wielkiemu niezadowoleniu, była jedną z nielicznych osób, które naprawdę go akceptowały. Cóż, może i tak było. Do czasu, kiedy przestał być dla wioski użyteczny, a stał się niewygodny. Dopóki ponownie nie sprowadził do wioski Sasuke. Hokage z nieznanych mu powodów wybrała akurat młodego Uchihę. To właśnie jego postanowiła wyszkolić na swojego następcę. To był dla Uzumakiego ostateczny cios. Przecież tyle się uczył, tyle ćwiczył, żeby stać się godnym. Udało mu się pokonać Paina, osiągnął tryb mędrca. Robił wszystko byleby tylko zapewnić wiosce bezpieczeństwo, a ona zamiast powiedzieć mu, że jest z niego zadowolona, że mu dziękuje, że ma tą cholerną szanse na zostanie pieprzonym Hokage, ona mówi mu, że woli Sasuke tylko dlatego, że nie nosi w sobie potwora! Co ma do tego zapieczętowanie w nim demona, przecież nie byłby pierwszym jinchuriki, który został przywódcą wioski. Rozumiałby, gdyby Uchiha pokonał go w uczciwej walce, pokazał, że on lepiej się do tego nadaje. Ale nie, Naruto został zdyskwalifikowany na wstępie, nie mając nawet szansy udowodnić, jak wiele mógłby zrobić dla mieszkańców wioski. Bolało go to, że jego najlepszy przyjaciel, a zarazem największy rywal od ręki otrzymał to, o czym on jedynie marzył i o co walczył przez całe swoje życie.

Teraz jego marzenia i pragnienia… Wszystko przepadło, pozostawiając go pustym, zagubionym i kruchym. Pozbawionym jakiegokolwiek życiowego celu.

Kichnął, po czym wytarł zapuchniętą od płaczu twarz rękawem podróżnego płaszcza. Jego ubranie było całkowicie przemoczone od deszczu. Wiedział, że powinien ruszać, nim ktoś go zobaczy. Nie chciał zostać zauważonym. Poprawił plecak na ramieniu, po czym odwrócił się i ruszył przed siebie, nie oglądając się więcej wstecz.

 

~ *** ~

 

Powiedzieć, że był zły, to stanowczo za mało. Powiedzieć, że był wściekły, było sporym niedopowiedzeniem. Tak, można powiedzieć, że miał żądze mordu w oczach, kipiał gniewem aż z niego parowało, a ręce zacisnęły się w pięści, łaknąc utoczyć krwi swoim byłym podopiecznym, było adekwatnym obrazem, jaki przedstawiał sobą Kakashi Hatake po dowiedzeniu się, w jaki sposób drużyna siódma potraktowała swojego kolegę. Usta mu się nie zamykały, wyrzucając przekleństwa pod adresem nastolatków, tak barwne i kwieciste, że starzy marynarze mogliby się pochować z zawstydzenia, słuchając go.

Na twarzy Sakury malował się wstyd poprzeplatany z przerażeniem, gdy wychylała się zza ramienia Saia, swojego nowego chłopaka, za którego się schowała, żeby uniknąć gniewu mistrza. Sai pochylał głowę ze skruszoną miną, grzebiąc czubkiem buta w piasku. Sasuke natomiast udawał całkowicie niewzruszonego całą zaistniałą sytuacją, choć w rzeczywistości był wściekły na samego siebie.

Naruto już drugi dzień nie pojawiał się na treningach i musieli w końcu zdradzić Hatake, co się stało, a ten niezwłocznie poinformował o wszystkim Irukę, który pośpieszył przestraszony do domu Uzumakiego.

Młody Uchiha bardzo żałował swoich słów, wypowiedzianych w gniewie. Wiedział, że sprawili nimi młotkowi dużą przykrość. To przecież nie była wina Naruto, że zapieczętowano w nim dziewięcioogoniastego. A on, Sasuke, dziedzic sławnego, a raczej niesławnego rodu Uchiha, zamiast okazać się mądrzejszym od wioskowego motłochu, postąpił dokładnie tak, jak oni. Było mu z tego powodu wstyd, chciał przeprosić Uzumakiego i wyciągnąć go na ramen, który młotek z niewiadomych względów uwielbiał. Naruto jednak w jego mieszkaniu albo nie było albo umyślnie go ignorował, gdy walił do drzwi, prosząc by Uzumaki przestał się wygłupiać i z nim porozmawiał. Nigdzie nie mógł go znaleźć, nikt również nie widział go od feralnego zdarzenia. Sasuke doszedł, więc do wniosku, że Naruto gdzieś się zaszył lub świadomie ich unika.

Westchnął, odwracając wzrok od gotującego się ze wściekłości Hatake, który darł się na nich, jak opętany. Nie musiał go słuchać, by wiedzieć, że zawalił, nie był głupi. Doskonale wiedział, że młotek sam z siebie nie wróci na treningi. Widział jego minę po tym, jak na niego nawrzeszczeli.

Uchiha po raz pierwszy dostrzegł wtedy w tych pięknych, błękitnych oczach prawdziwy smutek… i łzy. To był tak bolesny widok, że na samo wspomnienie, jego serce ścisnęło się z żalu, przez co ponownie zapragnął cofnąć czas i swoje niepotrzebne słowa.

Jednak stało się.

Mleko zostało rozlane, a wypowiedzianych słów nie da się cofnąć.

Można jedynie ich żałować, przepraszać i mieć nadzieje, że krzywdy, jakie one wyrządziły, zostaną wybaczone.

A przecież Naruto tak wiele już mu wybaczył.

Opuszczenie jego i wioski, to, że za wszelką cenę pragnął powstrzymać młotka przed podążaniem za nim i pomóc mu w pokonaniu Itachiego, że posunął się nawet do próby zabójstwa. Tak bardzo był wtedy zaślepiony rządzą zemsty na swoim starszym bracie.

Naruto mimo wszystko mu wybaczył i wspierał go po powrocie do wioski, gdy mieszkańcy nazywali go zdrajcą i chcieli zlinczować.

Dlatego Sasuke miał nadzieje, że Uzumaki i tym razem mu wybaczy.

Wiedział, że młody nosiciel demona ma do niego słabość i musiał szczerze przyznać, że on do niego również. Co więcej, Uchiha odkrył po swoim powrocie, że jest zakochany w tym blondwłosym wariacie. Wcale nie przeszkadzało mu to, że Naruto jest taki hałaśliwy, roztrzepany i dziecinny, to tylko dodawało mu uroku. Młotek nigdy nie udawał kogoś innego, nie patrzył, czy komuś się to podoba, czy nie, zawsze był w pełni sobą. Za to Sasuke go podziwiał. Za to i za ten jego ośli upór.

Uchiha uśmiechnął się minimalnie kącikiem ust.

- Kakashi! – niespodziewany krzyk zwrócił uwagę wszystkich zebranych na biegnącego w ich stronę Irukę.

- Kakashi. Jego… jego nie ma. – Umino zatrzymał się zdyszany obok ukochanego, wciskając mu w ręce zapisany kawałek papieru.

Tak, Iruka Umino i Kakashi Hatake od ponad roku oficjalnie byli parą.

Początkowo zaloty srebrnowłosego nie przynosiły większych efektów. Delfinek - jak zaczął nazywać Irukę, Kakashi, miał już po prostu dość jego ciągłego nachodzenia go w domu i pracy. Wściekał się na podrzucane przez niego prezenty, o które co rusz potykał się na progu swojego domu. Wreszcie nie wytrzymał i w sposób dosadny wyraził swoją opinie o zalotach Hatake, jak i samym joninie prosto w oczy zainteresowanego. Doprowadziło to Kakashiego do sporej depresji, która to z kolei doprowadziła do tego, że w czasie jednej z rutynowych misji zwiadowczych, jonin dał się zaskoczyć jak dziecko i został poważnie ranny. Tsunade wraz z całą ekipą lekarzy długo walczyli o jego życie.

Nikt nie zapomni przerażenia malującego się na twarzy Umino, gdy ten wpadł do szpitala na boso, w rozchełstanej koszuli i z potarganymi włosami, domagając się informacji o rannym Hatake. Chunin kręcił się wówczas pod salą operacyjną, modląc się o uratowanie życia srebrnowłosego jonina i rycząc jak lew na pielęgniarki, które miały nieszczęście przechodzić obok i domagać się zachowania ciszy.

Od tamtej pory większość personelu szpitalnego ucieka w popłochu na sam jego widok, gdy tylko przekroczy próg placówki medycznej, co u młodego mężczyzny powoduje ciągły rumieniec zawstydzenia za jego karygodne zachowanie.

Nic jednak nie mógł na to poradzić, że właśnie wtedy zaczął sobie zdawać sprawę, jak wielkie znaczenie odgrywa w jego życiu Kakashi. Nie mógł go stracić, gdy doszło do niego jak wielkim uczuciem darzył tego zwariowanego jonina.

Na jego szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Po dwóch tygodniach kopiujący ninja został wypisany ze szpitala. Umino zarządził, że na czas rekonwalescencji Hatake przeprowadzi się do niego, żeby mógł się nim opiekować.

Nie słuchał marnych wykrętów srebrnowłosego, tylko siłą zawlókł protestującego mężczyznę do swojego domu, nie zważając na to, że ten próbuje okładać go kulą, prosząc żeby zwolnił.

Niecałe trzy tygodnie później zostali parą.

Wspomnienia tamtego dnia nadal budziły śmiech współpracowników Iruki i całej drużyny siódmej.

Jonin w czasie treningu, siedział pod drzewem, radośnie pogwizdując, nie zauważając nawet, że jego podopieczni zmyli się cichaczem, korzystając z tego, że ich opiekun szczęśliwy jak kot, któremu trafił się okazały spodek śmietanki, nie zwraca na nich uwagi, a delfinek oblewał się szkarłatnym rumieńcem przy siadaniu i wstawaniu, na wspomnienie upojnej nocy, której efekty nadal odczuwał. Na jego widok Tsunade, która spokojnie sączyła ulubioną sake, parsknęła śmiechem, zalewając dopiero co skończony dokument.

Od tamtego dnia nieprzerwanie są razem, uważani przez wszystkich za jedną z przykładnych i najbardziej szalonych par Konohy. Żywiołowy i roztrzepany bałaganiarz, jakim był Kakashi okazał się idealną partią dla spokojnego pedanta, jakim był Iruka.

Cóż, jak mówią, miłość jest ślepa.

Nawet bardzo, gdyż Uchiha, z ostatnio usłyszanych plotek, którymi Sakura, wbrew jego woli, raczyła go przy każdym spotkaniu, dowiedział się, że zakochani mają w planach już wkrótce zalegalizować swoje partnerstwo i szukają dla siebie większego mieszkania, bo Iruka chciałby adoptować dziecko. To ostatnie z pewnością było wyssanym z palca wymysłem Haruno.

Sasuke zastanawiał się, czy może i on powinien rozegrać swoje sprawy w taki sposób, w jaki uczynił to Hatake. Naruto w końcu lubi jego towarzystwo i prezenty. Chyba dobrym pomysłem byłoby też zaproszenie go na obiad lub kolacje. Najlepiej romantyczną kolacje i to taką połączoną ze śniadaniem i ich spoconymi ciałami, poruszającymi się w uniesieniu wśród splątanej pościeli.

Westchnął z rozmarzeniem, po czym otrząsnął się z nieprzyzwoitych fantazji i spojrzał na Kakashiego.

Zdziwił się, widząc, że ręce senseia się nieznacznie trzęsą, a oczy są zaszklone, jakby zaraz miał się rozpłakać. Iruka chlipał cicho, odwrócony do nich plecami, co rusz pociągając nosem. Sasuke nie bardzo rozumiał, co się stało. Czyżby coś przegapił?

- Czy Hokage już to widziała? – zapytał Hatake. Jego głos był dziwnie niewyraźny, lecz z pewnością nie była to wina maski, za którą ukrywał swą przystojną twarz.

- Tak, chce jak najszybciej widzieć nas u siebie. – padła odpowiedz Umino. Jonin jedynie niewyraźnie skinął głową, po czym wcisnął kartkę papieru w ręce stojącego najbliżej Sasuke, nawet na niego nie spojrzawszy. – Mam nadzieje, że jesteście z siebie dumni. – powiedział jeszcze, po czym wziął kochanka za rękę i oboje zniknęli w kłębach białego dymu.

Uchiha spojrzał na trzymaną wiadomość, zaciekawiony jaka to ważna informacja była wstanie w taki sposób wpłynąć na obu mężczyzn. Czarne, bystre oczy uważnie śledziły tekst, a jasna twarz z każdą kolejką linijką stawała się coraz bledsza.

- To niemożliwe. – szepnął sam do siebie – Nie mogłeś mnie zostawić. – w jego oczach pojawiły się łzy. Odwrócił się plecami do reszty drużyny, nie chcąc by to zauważyli.

Przecież Sasuke Uchiha nigdy nie płacze, nie okazuje emocji. Tym razem jednak nie miał siły chować się za maską obojętności i okrucieństwa, gdyż to przez nią stracił szanse na zdobycie uczuć osoby, w której był tak głęboko zakochany.

Siłą wepchnął Saiowi list w dłoń i ruszył biegiem w kierunki mieszkania Naruto. Dopiero tam, gdy patrzył na puste, nieskazitelnie czyste, pozbawione niegdysiejszego ciepła pomieszczenia, pozwolił sobie na zduszony szloch. Upadł na wąskie łóżko i wtulił twarz w poduszkę, nadal noszącą zapachy letniego słońca i lasu, jakimi zawsze pachniał Uzumaki.

Zapłakał głośno.

- Czyli tym razem Naruto nie zamierzał mi wybaczyć. Opuścił wioskę w przeświadczeniu, że nikt go tu nie chce, a przecież to nie była prawda! Ja go chcę. Chce go całym sobą. Sercem, ciałem i duszą. – mówił cicho do siebie brunet. – Dlaczego mu tego nie powiedziałem!? – uderzył pięścią w poduszkę. Przecież nieraz miał okazje, by mu to wyznać. Zacisnął mocno powieki, spod których poleciały łzy, znacząc mokrymi smugami nieskazitelne policzki.

Mógł zdradzić Naruto swoje uczucia, a teraz… Teraz pozostał sam.

W ciemności.

Bez nadziei na ponowne zobaczenie, choć promyka słońca, bo tym razem to słońce nie będzie już próbowało do niego dotrzeć, nie będzie go szukało.

Utracił je bezpowrotnie.

Jego kochane słońce.

Jego kochany Naruto.