środa, 7 marca 2018

Foch

Prompt:

 MobyDick : Hawaii Five-O
Ponieważ zobaczyłam ten obrazek - http://iv.pl/images/03658356709293106613.jpg i od razu skojarzył mi się z McDanno ^_^

Zaproponowany przez MobyDick tytuł nie pasował do tekstu. Przepraszam.
Tekst betowała strzalka14 :***

Steve już dawno przywykł do humorków Dannego. Lata wspólnej pracy, partnerstwa i małżeństwa nauczyły go naprawdę wiele o włoskim, wybuchowym charakterze Williamsa. Danny był jak samochód wyścigowy. Potrafił rozpędzić się od zera do setki w zaledwie kilka sekund. Mówił i mówił coraz szybciej i szybciej. Potrafił to robić całymi minutami, nie czyniąc nawet chwili przerwy na oddech. Gadał i gadał, wymachując przy tym rękami i czerwieniejąc na twarzy ilekroć był porządnie wkurzony. A może raczej ilekroć Steve naprawdę go zdenerwował swoimi pomysłami lub wybrykami.

Bo w końcu to nie była przecież wina Steve'a, że przestępcy uciekali na sam jego widok, a on musiał ich gonić, nierzadko wpadając na jakąś szybę, czy auto, które stanęły mu na drodze. To nie tak, że umyślnie zabierał swojego męża i Grace do centrum handlowego, w którym akurat tego dnia dwójka zamachowców postanowiła podłożyć bombę, czy wyjść z Dannym na kolację do knajpki, gdzie dochodziło do narkotykowej transakcji. To naprawdę nie była wina Steve'a, że miał szczęście bywać tam, gdzie coś się działo. Poza tym Williams już dawno przyzwyczaił się do takiego obrotu spraw, będąc przygotowanym na to, że nawet wizyta w szkole córki może zakończyć się strzelaniną. To jednak nie powstrzymywało go od krzyczenia na Steve'a i wygłaszania wielogodzinnych wykładów o tym, jak zachowują się cywilizowani ludzie we współczesnych czasach i, że neandertalczycy wyginęli tysiące lat temu. Poza Steve'em rzecz jasna.

McGarrett nauczył się już tego, że to sposób Dannego na radzenie sobie ze stresem, na odreagowanie, po którym partner stawał się spokojny i wyciszony niczym ocean w bezchmurny, ciepły dzień, bez jednej zmarszczki na powierzchni.

Dlatego też Steve pozwalał Dannemu krzyczeć, przytakując mu od czasu do czasu i zabierając głos, gdy się z czymś nie zgadzał lub udało mu się akurat wstrzelić w moment, gdy Danny brał oddech przed dalszym monologiem.

Steve był przyzwyczajony do ciągłego hałasu i gadaniny, bo Danny właśnie taki był. Nie potrafił wysiedzieć cicho. Nawet pisząc raport musiał sobie złorzeczyć pod nosem, a w nocy ponarzekać na niego przez sen. To było normalne. Znajome. Z tym Steve był w stanie sobie poradzić.

W przeciwieństwie do Dannego, który całkowicie milczał i go unikał, omijając go nawet wzrokiem. Wobec takiego Dannego Steve był całkowicie bezsilny. Z takim nie dawał sobie rady.

Nie wiedział nawet, co zrobił źle, a zdawał sobie sprawę, że coś musiał zrobić, bo mars na czole męża pojawiał się wyłącznie wtedy, gdy on wchodził do pokoju. Poza tym Williams milczał tylko w jego obecności, z innymi rozmawiając jak najbardziej normalnie.

Do zrozumienia tego, że coś było nie tak, McGarrett wcale nie potrzebował swojego stopnia komandora porucznika. Z tym, że dojście do tego, CO było nie tak, to już inna para sandałów*.
Steve próbował chyba dosłownie wszystkiego. Sprawdził ich smsy, nagrania z ostatnich akcji i wspólnych wyjść, jeśli akurat byli w miejscu, gdzie były kamery. Poprosił o pomoc China i Kono, żeby porozmawiali z Williamsem i dowiedzieli się, co było nie tak. W akcie desperacji zadzwonił nawet do Grace z prośbą o interwencję.

Nic nie pomogło.

Danny dalej z nim nie rozmawiał.

I może Steve pozostawiłby sprawę w spokoju, gdyby ta cisza nie rzutowała na ich życie zarówno zawodowe jak i prywatne. Danny wolał współpracować z Kono i Chinem, decydując się na akcje z nim jedynie w ostateczności, a i tak podczas misji kontaktował się z nim jedynie poprzez wiadomości tekstowe lub za pośrednictwem osób trzecich.

W domu nie było wcale lepiej.

Danny spał na kanapie w salonie lub w pokoju Grace, zamiast w ich wspólnym łóżku. Odmawiał jedzenia z nim przy jednym stole, zabierając swoja kawę i tosty na lanai lub całkowicie rezygnował z jedzenia w domu. Listę zakupów i obowiązków uzgadniali poprzez karteczki poprzyczepiane na lodówce.

I Steve miał powoli tego naprawdę dość.

Po ponad tygodniu ciszy, zdecydował się wreszcie na konfrontacje z mężem. Niemal siłą zaciągnął partnera do samochodu i zawiózł do domu, gdzie usadził na kanapie, mając zamiar przytrzymać go tam choćby siłą, jeśli Danny stawiałby opór. Steve chciał wszystko sobie z mężem wyjaśnić i doprowadzić do tego, że na powrót zaczną ze sobą rozmawiać. Nawet jeśli Danny miałby krzyczeć i wściekać się na niego przez całą noc, to i tak to byłoby lepsze niż ta cisza i chłód panujące pomiędzy nimi od kilku dni. Nie mówiąc o tym, że Steve strasznie stęsknił się za głosem męża, jak i za samym Dannym. Za jego bliskością.

- Możesz powiedzieć mi wreszcie, co złego zrobiłem? Jak mam cię przeprosić, gdy nie wiem, co złego zrobiłem? - powiedział, nie spuszczając z oczu męża, który na jego słowa skrzywił się i poczerwieniał na twarzy ze złości. - Wiem, że jesteś na mnie o coś zły. Tylko nie rozumiem, dlaczego zamiast powiedzieć mi o tym prosto w twarz, jak to zazwyczaj robisz, wolisz milczeć, licząc na to, że się domyślę. - Steve westchnął, gdy Williams w odpowiedzi jedynie skrzyżował ramiona na piersi i odwrócił się do niego bokiem, nadal się na niego gniewając. - Danny, proszę, porozmawiaj ze mną. Naprawdę nie mam pojęcia, co mogło się takiego stać, że przestałeś się do mnie odzywać. I nie mam już pomysłów, jak mógłbym się tego dowiedzieć. Prosiłem o pomoc China, Kono, a nawet rozmawiałem o tym z Grace. - Na wzmiance o córce mars na twarzy Dannego lekko się wypogodził. - Kochanie, proszę, powiedz mi, co zrobiłem nie tak. - Przysiadł obok męża i ujął jego dłoń w swoje własne. Danny nie wyrwał się, co Steve wziął za duży plus. - Powiedz mi, proszę, czym tak bardzo cię uraziłem? Obiecuję, że postaram się więcej tego nie zrobić. Proszę, Danny.

- Czy ja źle gotuję? - zapytał Williams odwracając się przodem do Steve'a.

- Że co?

- Czy ja źle gotuję? Czy po przygotowanych przeze mnie posiłkach dostałeś niestrawności, biegunki, wymiotów?

- Danny, obraziłeś się na mnie, bo powiedziałem, że źle gotujesz? - Steve nie mógł wyjść z szoku. Patrzył oniemiały na męża, jakby temu nagle wyrosła druga głowa.

- Odpowiedz na moje pytanie. Czy kiedykolwiek zachorowałeś po tym, jak zjadłeś ugotowany przeze mnie obiad? Zachorowałeś? Odpowiem na to pytanie sam. Nie, nie zachorowałeś. A mimo to powiedziałeś swojej mamie, że nie potrafię gotować.

- Danny, ale ty naprawdę nie potrafisz gotować. Nawet makaron w twoim wydaniu to przegotowane gluty smakujący jak sama sól.

- Jak mogę nie umieć gotować? Mam włoskie korzenie, jasne? A nawet jeśli nie radziłbym sobie najlepiej w kuchni, co oczywiście nie jest prawdą, to twoim - stuknął go palcem w pierś - obowiązkiem, jako przykładnego, dobrego męża, jest zjedzenie tego obiadu z uśmiechem na ustach i poproszenie jeszcze o dokładkę. Czy wyraziłem się jasno?

- Obraziłeś się na mnie, bo powiedziałem mamie, że nie umiesz gotować? - Steve parsknął śmiechem, ukrywając twarz w dłoni.

- W dodatku jeszcze się ze mnie śmiejesz. Dlaczego ja w ogóle się z tobą ożeniłem? Jesteś neandertalczykiem z ciągłym anewryzmem na twarzy. Do tego jeszcze mi mówisz, że nie potrafię gotować. Idę stąd. Nie mam zamiaru z tobą rozmawiać.

- Danny? Gdzie idziesz? Ja wcale się z ciebie nie śmiałem. Danny? Danno!? Poczekaj na mnie! Proszę, nie obrażaj się znowu!
 
______________________________________________
* błąd zamierzony

czwartek, 22 lutego 2018

Wujku Steve

Tekst betowała strzalka14 :*


 Steve ciągle powtarza Dannemu, że jest dobry w radzeniu sobie z dziećmi, do czasu...


- Wujku Steve? - Grace zajrzała do kuchni, gdzie Steve przygotowywał mięso i ananasa na późniejszego grilla.
- Tak, Gracie? - powiedział nie odrywając wzroku od wykonywanej czynności.
- Wujku Steve, czy mogę ci zadać pytanie? - Podskoczyła i przysiadła obok na blacie, ukradkiem podbierając kawałek ananasa z miski, na co Steve tylko się uśmiechnął.
- Jasne. O co chodzi?
- Wujku Steve, bo ty jesteś dorosły, prawda? - Przytaknął z nieschodzącym z twarzy uśmiechem. - A dorośli rozumieją dużo więcej niż dzieci, prawda?
- Przeważnie tak. Choć przypuszczam, że ty wiesz dużo lepiej, niż twój tata, że ananasy z grilla są dobre.
- Są pyszne! - wykrzyknęła, wyrzucając ręce w górę. - Taaak bardzo!
- A zatem sama widzisz, że nie zawsze osoby dorosłe wiedzą i rozumieją dużo więcej, niż dzieci. - Przytaknęła na jego słowa, jakby to co powiedział było jakąś życiową mądrością.
Siedzieli przez chwilę w ciszy, dopóki Grace nie zapytała znowu - Wujku Steve, mogę ci zadać pytanie? - I nie czekając na jego potwierdzenie dodała - Wujku Steve, a skąd się biorą dzieci?
Steve upuścił nóż, raniąc się przy tym w opuszek palca, który zaczął krwawić. Szybko dopadł do kranu i odkręcił wodę. Wsadził rękę pod strumień, opłukując ją z ananasowego soku, po czym gorączkowo zaczął gmerać w szafce nad blatem, w poszukiwaniu środków opatrunkowych.
- Wujku Steve?
- Nic mi nie jest.
- Wujku Steve, to skąd się biorą dzieci?
- Skąd się biorą dzieci...? Grace, zapytaj proszę swojego taty, dobrze? Jestem pewny, że wolałby sam ci to wszystko wyjaśnić.
- Danno powiedział, że mam z tym przyjść do ciebie, bo podobno dobrze radzisz sobie w kontaktach z dziećmi - powiedziała idealnie cytując słowa Dannego.
- Tak powiedział? Hm... Gdy twój tatuś i mamusia... Wiesz co Gracie, zanieść proszę tego ananasa na stół, dobrze? A gdy tu skończę, pokażę ci w którym miejscu Mary Ann została zaatakowana przez wściekłą meduzę.

wtorek, 13 lutego 2018

Wierna kopia

 Tekst betowała niezastąpiona strzalka14 :*



Pogoda była piękna. Słońce świeciło, ogrzewając go swoimi ciepłymi promieniami. Dookoła biegały dzieci, bawiąc się i śmiejąc radośnie. Czerpiąc całymi garściami z ostatnich ciepłych, jesiennych dni. To jednak nie miało znaczenia. Nie interesowało go czy jest wiosna, zima, czy środek lata i czy wygląda w swoim nowym płaszczu jak pedofil stojący pośrodku parku. Nie miało znaczenia, czy świeciło słońce, czy padał deszcz. Zapewne nie zauważyłby nawet, gdyby sypał śnieg i siedziałby na ławce, zasypany nim po szyję. Ani tego, że bawiące się wokół niego dzieci z niewiadomych powodów i przyczyn zmieniłyby się nagle w wygłodniałe, krwiożercze zombie. Biorąc pod uwagę jego stan emocjonalny, nie zwróciłby uwagi nawet na to, gdyby właśnie jeden z tych potworków zaczął przeżuwać jego łydkę. Był na to zbyt przerażony. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz stresował się i bał tak bardzo, że był na skraju ataku paniki. Chyba kilka miesięcy temu, gdy po raz pierwszy wpadł na Dereka. Dosłownie wpadł.

Całość ->

poniedziałek, 5 lutego 2018

Na chwilę przed świtem

Tekst betowała strzalka14, za co bardzo jej dziękuję :***

Derek zawsze uważał, że rezerwat nocą był piękny. Przejmująca cisza, przerywana jedynie od czasu do czasu szelestem liści poruszanych przez wiatr. Tupot łapek małych ssaków, umykających w popłochu przed drapieżnikiem, jakim był alfa w swojej wilczej postaci. Słodki, obezwładniający zapach magii w powietrzu, wabiący go i nawołujący. Nalegający do porzucenia wyznaczonego celu i podążenia za jego wonią, wprost w ramiona postaci równie niebezpiecznej, co on sam, jeśli nie jeszcze potężniejszej.

Całość ->

sobota, 20 stycznia 2018

W twoim języku

Betowała naturalnie strzalka14, której bardzo dziękuję :*

Derek zmarszczył brwi, nie rozumiejąc, o co znowu chodziło jego chłopakowi. Stiles od rana był nienaturalnie cichy i mało aktywny. To było dziwne, nie słyszeć jego gadaniny, ciągłych uwag dotyczących zmiany kanału i komentarzy odnośnie jego wyborów programów. Chłopak nie odezwał się nawet słowem, gdy przełączył na Animal Chanel, gdzie akurat leciał dokument o wilkach. A to już samo w sobie było alarmujące. Do tego dochodziły jeszcze wręcz buchające od Stilesa kłęby złości i irytacji, które zmusiły do ewakuacji z salonu nawet tak wytrwałego zawodnika jak Peter.

Całość ->

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Prawdziwe szczęście

Tekst betowany przez strzalke14, której bardzo dziękuję :*
     

Czy istniało coś piękniejszego od świąt? Czas spędzany na odpoczynku. Chwila spokoju i odprężenia, którą mógł bezkarnie spędzić z dala od komputera, siedząc w ciszy z kubkiem gorącego kakao w dłoniach. Zapatrzony w okno, na pogrążoną w zapadającym zmroku okolicę. Na ludzi, którzy zdawali się wreszcie zwolnić, spacerując parami, w grupkach lub w pojedynkę, ciesząc się świąteczną aurą, jej magią i uczuciem szczęścia. Wszyscy zdawali się uśmiechać. Pozdrawiali się wzajemnie, życząc "Wesołych Świąt". Cieszyli się na nadchodzący czas, który mieli spędzić z bliskimi przy suto zastawionym stole. Ogrzani ciepłem rodzinnego szczęścia. Zachwyceni pięknem kolorowych ozdób i urokiem świecących lampek. Wyczekujący nadchodzących prezentów i rozmów z członkami rodziny, których nie widzieli od miesięcy.

Całość ->

sobota, 13 stycznia 2018

Pomarańczowy cukierek 3/4

Rozdział betowała strzalka14, za co ogromnie jej dziękuje :*
 
 - Mój - warknął alfa, odsłaniając kły. - Tylko mój. Niczyj inny. Tylko mój. Mój partner. Mój Danny. Nikt nie ma prawa cię osądzać, ani uważać, że pragnienie mnie jest upokarzające. Jesteś mój i to do mnie należy decyzja. A ja jestem więcej, niż szczęśliwy, że mnie pragniesz. Bo ja pragnę cię równie mocno. Ciebie Danny. Tylko ciebie. Pragnę cię tak bardzo, że to aż boli. Od tak długiego czasu. Odkąd cię pierwszy raz zobaczyłem. Odkąd wyczułem twój zapach w moim garażu. W moim domu. Już wtedy pragnąłem cię zatrzymać. Uczynić swoim. Wejść w ciebie. Doprowadzić twoje ciało do obłędu i zaklinować cię moim knotem. Chciałem oznaczyć cię moim zapachem tak, że każdy alfa na przestrzeni kilometra wiedziałby, że należysz do mnie, że jesteś nietykalny. A teraz jesteś mój Danny. Tylko mój. Tak bardzo marzę o zobaczeniu cię coraz większym - położył dłoń na brzuchu Dannego - pełnym moich i twoich szczeniąt. Oglądaniu jak się nad nimi trzęsiesz, jak kwoka nad swoimi kurczętami. - Parsknął, gdy za tą uwagę Danny uderzył go w ramię. Kontynuował jednak, widząc łzy i niemą prośbę w oczach partnera. - Marzę o rodzinie. O prawdziwej rodzinie. Takiej, której nigdy nie miałem, a przynajmniej nie pamiętam żebym miał. Chcę domu pełnego śmiechu i krzyków bawiących się dzieci. Domu, do którego wreszcie wracałbym ze świadomością, że nie jestem sam, że mam do kogo otworzyć usta tuż przed położeniem się spać i do kogo przytulić się tuż po pobudce. Domu gdzie zamiast pustych, głuchych ścian, witałyby mnie rozrzucone dookoła zabawki i szerokie uśmiechy najbliższych. Tego pragnę Danny. Ale tylko jeśli jesteś ze mną. Bo pragnę tego tylko z tobą. Z moim partnerem. Moją omegą.

Danny pociągał nosem, słuchając słów alfy. Po jego policzkach spłynęły łzy, które Steve zaraz otarł wierzchem dłoni, zostawiając zamiast nich delikatne pocałunki na wilgotnej skórze.

- To było słodkie. I tak bardzo romantyczne. Kiedy zrobiłeś się taki romantyczny? Czy twoim sposobem na podryw nie było przypadkiem ściąganie koszulki i liczenie, że jakaś omega się na to złapie? Albo jak na neandertalczyka przystało, zaciąganie swojego wybranka, czy wybranki za włosy do domu?

- Wiedziałbyś, gdybyś choć raz na jakiś czas dopuszczał mnie do głosu. - Danny tylko na to prychnął. - Poza tym nie sądzę, żebyś dopuścił mnie do swoich włosów. - Sięgnął ręką do tematu ich rozmowy, po czym parsknął, gdy jego dłoń została odtrącona cal od idealnie ułożonej fryzury Dannego. - Właśnie o tym mówiłem. - Uśmiechnął się szeroko na widok grymasu na twarzy omegi.

- Moje włosy są nietykalne. - Danny uniósł ręce do góry i poprawił fryzurę, upewniając się, że każdy włosek jest idealnie na swoim miejscu. - Możesz mieć wszystko inne, ale ich nie wolno ci dotykać.
Jedna z brwi Steve'a podjechała do góry, a jego usta rozciągnęły się w demonicznym uśmiechu, na którego widok Danny przełknął głośniej. Oczy alfy zabłysły czerwienią, gdy Steve pochylił się niżej, niemal stykając się nosem z lezącym pod nim omegą.

- Wszystko? - Wyszeptał, obniżając głos do niskiego, gardłowego warkotu. Niebieskie oczy Dannego zabłysły intensywnym błękitem w odpowiedzi na głos alfy. Mięśnie Steve'a napięły się, a pazury wysunęły z palców, gdy w jego nozdrza uderzył ponownie zapach podniecenia. Ciepły, urywany oddech owiał jego twarz. Spojrzał na usta omegi. Wąskie, jasne wagi rozchyliły się pod naporem jego wzroku, tuż przed tym jak Danny zwilżył je językiem. Alfa warknął i uderzył, zderzając po raz drugi tego dnia wargi Dannego ze swoimi. Brutalnie wdarł się językiem do środka, nie zważając na głuchy jęk omegi. Pożerał jego usta, badając i penetrując ich wnętrze z zapałem zdobywcy i siłą przypisaną jedynie największym alfom.

Danny jęczał bezwstydnie, wyrzucając biodra w górę, szukając odrobiny tarcia. Jego twardy członek otarł się o udo alfy przez materiał krępujących ich ubrań. Krzyknął, odrzucając głowę do tyłu na nieziemskie uczucie i bliskość swojego alfy. Na jego pokaz dominacji. Steve warknął, przyciskając nogę bliżej jego krocza. Gorące usta i ostre kły zsunęły się na jego szyję, skubiąc wrażliwą skórę i zostawiając na niej miłosne znaki. Nos alfy przywarł do zagłębienia pomiędzy szyją i ramieniem, gdzie wcześniej pozostawił swój znak.

- Mmmm... Mój - mruknął gardłowo Steve, całując partnerskie ugryzienie i przejeżdżając po nim językiem.

Danny stęknął i przywarł mocniej do alfy. Jego palce wczepiły się w koszulę na plecach McGattetta tak mocno, że zbielały mu kostki. Tylna część bielizny Dannego zwilgotniała od coraz większej ilości miłosnych soków, czyniąc go gotowego na przyjęcie swojego alfy.

- Steve... - zapiszczał, ukrywając zarumienioną twarz w strzępach materiału na piersi alfy. Zadrżał od targających nim emocji i pragnienia, którego nie był w stanie stłumić. - Steve ja...

- Wiem, partnerze - wyszeptał łagodnie alfa, przyciskając swój policzek do policzka Dannego. - Zaopiekuję się tobą, moja omego.