niedziela, 15 października 2017

Ślad na szkle

Stiles stoi przy oknie, wpatrując się w padający deszcz. Przyciska dłoń do szyby, goniąc opuszkami palców spływające krople. Tak bardzo przypominają mu one jego własne łzy. Łzy, których nie ma już sił ronić. Które wypłakał wraz ze swoim bólem i innymi uczuciami do Dereka. Które pozostawiły go pustym i pozbawionym wszelkich uczuć. Stał się skorupą. Zaledwie cieniem dawnego siebie.

 Bo Derek go zostawił.

Całość ->

środa, 11 października 2017

Kot najlepszym przyjacielem... demona

Postanowiłam napisać coś nowego. Małego, ale innego od tego, co pisałam dotychczas. Padło na Kuroshitsuji.
     


Sebastian spojrzał na zgliszcza, niegdyś pięknego ogrodu otaczającego rezydencję rodu Phantomhive, a następnie na trzymetrowego, białego piekielnego ogara, który był bezspornym winowajcą całego bałaganu.

- I dlatego wolę koty od psów - mruknął sam do siebie, wyciągając z kieszeni fraka staromodny zegarek na łańcuszku. - Mam trzy godziny, by doprowadzić ogród do porządku przed przyjazdem gościa. - jego głos był spokojny, pozbawiony emocji, w przeciwieństwie do spojrzenia, jakie posłał wilkołakowi.

Pluto odruchowo się skulił i zaskomlał pod siłą szkarłatnego spojrzenia i zwężonych w pionowe szparki źrenic.

- Niedobry pies. Już dawno mówiłem paniczowi, że należało cię przerobić na psią karmę. - zbeształ ogara, nim ponownie rzucił okiem na ogród. W myślach dokonywał już szybkiego projektu tradycyjnego, japońskiego, skalnego ogrodu i obliczał ile czasu zajmie jego wykonanie.

- Wof... - ciche szczeknięcie ściągnęło jego wzrok w dół. Na ziemi leżał nagi Pluto, w swojej ludzkiej formie i przyglądał mu się dużymi, mokrymi oczami. W jego długich, srebrzystych włosach, znajdowały się liście i drobne gałązki.

- I czego się gapisz, kundlu? Nie masz za grosz zdrowego rozsądku. Koty są zdecydowanie mądrzejszymi zwierzętami. Nie rozumiem, dlaczego ludzie upierają się, że to pies jest najlepszym przyjacielem człowieka.

- Wof... - Pluto przeturlał się na plecy i z wywieszonym jęzorem spoglądał na niego wyczekująco, jakby liczył, że Sebastian podejdzie i go pogłaszcze po nagiej, bladej, ale ładnie wyrzeźbionej klatce piersiowej.

Jeszcze czego?

- Nic z tego.

- Wof... - ponaglające szczeknięcie.

- Dlaczego uczepiłeś się akurat mnie? Idź, pomęcz kogoś innego.

- Wof... - kolejne szczeknięcie.

Sebastian westchnął, zamykając oczy. Dotykając czoła ukrytą w białej rękawiczce dłonią, dotykając go zaledwie opuszkami palców.

- W porządku. Ale tylko chwilę. - przyklęknął na kępce dopalającej się trawy, nie przejmując się zniszczeniem swoich idealnych ubrań.

Potarł nagą pierś Pluta, zyskując sobie tylko więcej szczęśliwego sapania i poszczekiwania kundla.

- I tak żebyśmy mieli jasność, nadal uważam, że to kot powinien być najlepszym przyjacielem człowieka.

W końcu to były jedyne zwierzęta kroczące na granicy piekła.

Idealni przyjaciele dla demona.

poniedziałek, 9 października 2017

TCC - Rozdział 7

Wrzask Stilesa rozniósł się po niewielkiej sali, raniąc wrażliwe uszy wilkołaków. Derek skrzywił się i przycisnął dłonie do uszu, mając nadzieje choć minimalnie uchronić się przed bólem. Kątem oka dostrzegł jak jego bety robią to samo. Isaac i Erica nawet się skulili, pisząc żałośnie niczym dwa szczeniaki.

- Stiles! Synu! - słowa Johna próbowały się przedrzeć przez krzyki chłopaka. Na próżno. Stiles zdawał się w ogóle nie słyszeć ojca. Nie reagował nawet na dotyk i potrząsanie. Przyciskał zabandażowane dłonie do twarzy na wysokości oczu, poruszając nimi i drapiąc skórę, jakby za wszelką cenę próbował się pod nią dostać.

Całość ->

wtorek, 26 września 2017

Nuda - TW

Ostatnio było coś smutnego, to teraz cos śmiesznego. Miłego dnia :*

 Peter siedzi na swoim ulubionym fotelu, z nudy kartkując stare tomisko w nadziei, że znajdzie coś ciekawego. Odkąd Stiles i Derek się zeszli, jego życie stało się nudne jak flaki z olejem. Tak to przynajmniej mógł popatrzeć jak skaczą sobie do oczu i wbić któremuś szpile, tak dla czystej przyjemności denerwowania. Od miesiąca jednak panuje straszny spokój. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa, a Stiles i Derek są tak słodcy i tęczowi, że aż chce mu się rzygać.

- Nie możesz już tego znieść, co? - pyta Lydia, przysiadając na podłokietniku kanapy obok. - Aż cię świerzbi, by coś zrobić.

Całość ->

niedziela, 24 września 2017

Śmierć w twoich oczach

Jak zwykle dziękuję bardzo Agnes V za przypomnienie :* Niestety nie obiecuję poprawy, ale będę się starać.
Ukryci za drzewem Stiles wraz ze Scottem patrzyli przerażeni, jak łowczyni mierzy w stronę Dereka z pistoletu i Stilinski miał dziwne przeczucie, że w magazynku znajduje się coś dużo gorszego, niż standardowe naboje, które można było kupić w każdym sklepie z bronią.

Nie miał zatem wyboru.

Całość ->

niedziela, 27 sierpnia 2017

Tylko ciebie chcę - Rozdział 6


Czarny Zakon? Egzorcysta?

Nie wiedzieć czemu czuł, że te dwie nazwy są bardzo znajome. I obce zarazem. Wiedział, był pewny, że gdzie już je słyszał. Nie pamiętał tylko gdzie dokładnie. Ani kiedy.

Nazwy brzęczały w jego głowie, odbijając się echem po najdalszych zakamarkach jego umysłu.

- Czym jest Czarny Zakon? – zapytał Derek. Cała jego postawa krzyczała napięciem i chęcią walki. Jak zwykle, gdy słyszał o nowym, potencjalnym zagrożeniu.

Całość ->

sobota, 26 sierpnia 2017

Kot 1D

Kto zgadnie o jakiej scenie, z jakiego filmu/serialu/anime myślałam pisząc tą scenę? Ciekawa jestem, czy komuś to się to uda  :D

Niall i Zayn stali po obu stronach Liama, uczepieni jego ramion. Cała trójka wpatrywała się z rozszerzonymi oczami na zawartość pudełka, które trzymałem, tylko po to by zaraz spojrzeć na mnie i na Louisa, który jako jedyny stał dalej. Chłopak opierał się ramieniem o futrynę drzwi. Krzyżując ramiona na piersi obrzucał chłopaków wściekłym spojrzeniem, które mieli głęboko w nosie zbyt zaabsorbowani moim znaleziskiem.

- Rany, serio on wygląda jak wy dwaj – zaszczebiotał Niall wychylając się bardziej znad ramienia Payna. – Musicie go zatrzymać.

- Lou? – spojrzałem na swojego chłopaka wydymając wargi i układając je w dzióbek.

- Nic z tego Haroldzie. Absolutnie się na to nie zgadzam. I nic nie wskórasz tym swoim proszącym wyrazem twarzy. Powiedziałem nie i koniec.

Spuściłem wzrok na przemoczone, kartonowe pudełko, w którym siedział szarobury kociak. Malec spojrzał na mnie swoimi nietypowymi oczami. Nietypowymi, bo jedno z nich było jasnozielone, a drugie błękitne.

- Lou-Lou. – wymruczałem.

- Nic z tego. Nie interesuje mnie to, że ten sierściuch ma takie same oczy jak ty i ja. Nie możesz go zatrzymać Hazz.

Ponownie spuściłem wzrok na kociaka, który nie przestał mnie obserwować. Zamiauczał nawet cicho, gdy zobaczył, że na niego patrzę.

- Louis może jednak…?

- Nie Liam. Jeśli teraz się zgodzę, później przyprowadzi więcej bezdomnych zwierząt i zanim się obejrzę nie będę mógł nawet usiąść bez obawy, że nie przygniotę dupą któregoś z tych pchlarzy.

- No, z takim zadkiem – zachichotał Niall.

- Zamknij się Horan.

- Ale Louuuueh, spójrz na niego – poprosiłem. – On jest taki ładny, słodki i bezradny. No spójrz. Musimy się nim zaopiekować.

Wziąłem kociaka w rękę  i przytrzymałem przy klatce piersiowej. Był tak mały, że mieścił mi się w dłoni.

- Harry, odłóż go. On może mieć pchły, wściekliznę czy inne paskudztwo. Nie wiadomo gdzie się szlajał.

- Ale Lou… - puściłem pudełko i podrapałem kociaka wolną dłonią za uszkiem. Ten od razu zaczął mruczeć i się o mnie ocierać. Uśmiechnąłem się, gdy otarł się o mój podbródek.

- Harry, kochanie…

- Boo-bear, proszę.

- Ja pierdzielę – jęknął szatyn i potarł dłońmi twarz. – Ale jeśli zobaczę choć jednego, jednego kłaczka na moim ukochanym swetrze lub ten wyliniały sierściuch nasika mi na moje nowe vansy…

- Tak! – krzyknął Niall, wyrzucając ręce w górę. Cieszył się jakby to on miał zatrzymać kota, a nie my z Louisem.

- Dobra nasza! Trzeba by go jakoś nazwać.

- To jest on czy ona? – spytał Zayn przyglądając się kociakowi, który zwinął się na mojej piersi i zdawał się przysnąć.

- Nie wiem – przyznałem. – Jest chyba jeszcze zbyt mały, żeby to stwierdzić.

- To trzeba wymyślić imię, które będzie pasowało do kotki i do kota, nie? – Niall wzruszył ramionami, po czym klasnął w dłonie. – Wiem! Nazwiemy go Larry!

Niebieskie oczy blondyna zabłysły niebezpiecznie. Nie chciałem się nawet zastanawiać o czym ten zwariowany Irlandczyk myślał. Miałem tylko niemiłe przeczucie, że Shipperki Larrego Stylinsona oszalałyby ze szczęścia na wieść o tym, że tak nazwaliśmy kota. W przeciwieństwie do menagerów, którzy mieli skrócić nas za to o głowę.

- Zapomnij Horan. Ten kłębek futra nie będzie nosił po mnie imienia. Nawet tego połowicznego.

- Louis ma trochę racji Niall, nie możemy nazwać tak kota – wtrącił Liam, uciszając tym niezadowolonego blondyna. Chłopak zdawał się oklapnąć. Gdyby był psem, jego uszy wisiałyby smętnie zwieszone.

- Co wy na to, żeby nazwać go na cześć zespołu? – zaproponował Malik.

- A co wy na to żeby się odpierdolić i stąd zniknąć? To jest kot Harrego i mój. Nic wam do tego, jak go nazwiemy.

- Oj, Tomlinson, już nie bądź taki. Jeszcze chwilę temu go nawet nie chciałeś. A skoro wasza dwójka go zaadoptował,  to do nas – Niall wskazał na siebie, Zayna i Liama – jego dobrych wujków należy nadanie mu imienia.

- Nie wkurwiaj mnie Horan.

- Tak, tak. – blondyn zamachał dłonią w stronę Louisa jakby odganiał natrętną muchę.
 
Zagryzłem wargi i spuściłem głowę, ukrywając uśmiech za włosami. Lou wyglądał na porządnie wkurwionego. Gdyby zobaczył, że się śmieję, mógłby stracić panowanie nad sobą i wywalić całą naszą piątkę z domu – wliczając w to kota. Spojrzałem ponownie na kociaka. Maluch zwinął się w kłębek na mojej dłoni, wciskając pyszczek w moją pierś. Był taki słodki.

- Ten kot zasłużył na porządne imię i jako jego przyszły chrzestny ojciec zamierzam zadbać o to, żebyście nie skrzywdzili go jakimś Ciapkiem, czy Puszkiem.

- Horan, cepie, to są psie imiona! – krzyknął Lou wyrzucając ręce w górę. - Nie zamierzam nazywać mojego kota po jakimś kundlu. Kot 1D będzie miał ładne, oryginalne imię.

1D. 1D. 1D.

Poderwałem głowę do góry.

- Nazwiemy go One D. – uśmiechnąłem się szeroko, ciesząc się ze swojego geniuszu.

Chłopaki spojrzeli na mnie zaskoczeni.

- No co? To dobre imię. Związane z naszym zespołem. – spojrzałem na Zayna, który uśmiechnął się w odpowiedzi, wyginając lekko kącik ust. – Poza tym jest oryginalne i nasze fanki je pokochają. – tym razem spojrzałem na swojego chłopaka, który przyglądał mi się ze zmarszczonymi brwiami.

Mars na czole Louisa szybko się rozpogodził, zastąpiony przez czuły uśmiech. Nasze oczy się spotkały i już wiedziałem, że Lou się zgadza.

- No, One D. witaj w swoim nowym domu.