Ostatnio było coś smutnego, to teraz cos śmiesznego. Miłego dnia :*
Peter siedzi na swoim ulubionym fotelu, z nudy kartkując stare tomisko w nadziei, że znajdzie coś ciekawego. Odkąd Stiles i Derek się zeszli, jego życie stało się nudne jak flaki z olejem. Tak to przynajmniej mógł popatrzeć jak skaczą sobie do oczu i wbić któremuś szpile, tak dla czystej przyjemności denerwowania. Od miesiąca jednak panuje straszny spokój. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa, a Stiles i Derek są tak słodcy i tęczowi, że aż chce mu się rzygać.
- Nie możesz już tego znieść, co? - pyta Lydia, przysiadając na podłokietniku kanapy obok. - Aż cię świerzbi, by coś zrobić.
Całość ->
Na blogu znajdują się wyłącznie opowiadania mówiące o miłości męsko-męskiej. Jeśli nie interesuje cię lub brzydzi ta tematyka, nie obrażaj nikogo i opuść stronę. Blog przeznaczony wyłącznie dla osób pełnoletnich.
wtorek, 26 września 2017
niedziela, 24 września 2017
Śmierć w twoich oczach
Jak zwykle dziękuję bardzo Agnes V za przypomnienie :* Niestety nie obiecuję poprawy, ale będę się starać.
Ukryci za drzewem Stiles wraz ze Scottem patrzyli przerażeni, jak łowczyni mierzy w stronę Dereka z pistoletu i Stilinski miał dziwne przeczucie, że w magazynku znajduje się coś dużo gorszego, niż standardowe naboje, które można było kupić w każdym sklepie z bronią.
Nie miał zatem wyboru.
Całość ->
Ukryci za drzewem Stiles wraz ze Scottem patrzyli przerażeni, jak łowczyni mierzy w stronę Dereka z pistoletu i Stilinski miał dziwne przeczucie, że w magazynku znajduje się coś dużo gorszego, niż standardowe naboje, które można było kupić w każdym sklepie z bronią.
Nie miał zatem wyboru.
Całość ->
niedziela, 27 sierpnia 2017
Tylko ciebie chcę - Rozdział 6
Czarny Zakon? Egzorcysta?
Nie wiedzieć czemu czuł, że te dwie
nazwy są bardzo znajome. I obce zarazem. Wiedział, był pewny, że gdzie już je
słyszał. Nie pamiętał tylko gdzie dokładnie. Ani kiedy.
Nazwy brzęczały w jego głowie,
odbijając się echem po najdalszych zakamarkach jego umysłu.
- Czym jest Czarny Zakon? – zapytał
Derek. Cała jego postawa krzyczała napięciem i chęcią walki. Jak zwykle, gdy
słyszał o nowym, potencjalnym zagrożeniu.
Całość ->
sobota, 26 sierpnia 2017
Kot 1D
Kto zgadnie o jakiej scenie, z jakiego filmu/serialu/anime myślałam pisząc tą scenę? Ciekawa jestem, czy komuś to się to uda :D
Niall i Zayn stali po obu stronach
Liama, uczepieni jego ramion. Cała trójka wpatrywała się z rozszerzonymi oczami
na zawartość pudełka, które trzymałem, tylko po to by zaraz spojrzeć na mnie i
na Louisa, który jako jedyny stał dalej. Chłopak opierał się ramieniem o
futrynę drzwi. Krzyżując ramiona na piersi obrzucał chłopaków wściekłym
spojrzeniem, które mieli głęboko w nosie zbyt zaabsorbowani moim znaleziskiem.
- Rany, serio on wygląda jak wy
dwaj – zaszczebiotał Niall wychylając się bardziej znad ramienia Payna. –
Musicie go zatrzymać.
- Lou? – spojrzałem na swojego
chłopaka wydymając wargi i układając je w dzióbek.
- Nic z tego Haroldzie. Absolutnie
się na to nie zgadzam. I nic nie wskórasz tym swoim proszącym wyrazem twarzy.
Powiedziałem nie i koniec.
Spuściłem wzrok na przemoczone,
kartonowe pudełko, w którym siedział szarobury kociak. Malec spojrzał na mnie
swoimi nietypowymi oczami. Nietypowymi, bo jedno z nich było jasnozielone, a
drugie błękitne.
- Lou-Lou. – wymruczałem.
- Nic z tego. Nie interesuje mnie
to, że ten sierściuch ma takie same oczy jak ty i ja. Nie możesz go zatrzymać
Hazz.
Ponownie spuściłem wzrok na
kociaka, który nie przestał mnie obserwować. Zamiauczał nawet cicho, gdy
zobaczył, że na niego patrzę.
- Louis może jednak…?
- Nie Liam. Jeśli teraz się zgodzę,
później przyprowadzi więcej bezdomnych zwierząt i zanim się obejrzę nie będę
mógł nawet usiąść bez obawy, że nie przygniotę dupą któregoś z tych pchlarzy.
- No, z takim zadkiem – zachichotał
Niall.
- Zamknij się Horan.
- Ale Louuuueh, spójrz na niego –
poprosiłem. – On jest taki ładny, słodki i bezradny. No spójrz. Musimy się nim
zaopiekować.
Wziąłem kociaka w rękę i przytrzymałem przy klatce piersiowej. Był
tak mały, że mieścił mi się w dłoni.
- Harry, odłóż go. On może mieć
pchły, wściekliznę czy inne paskudztwo. Nie wiadomo gdzie się szlajał.
- Ale Lou… - puściłem pudełko i
podrapałem kociaka wolną dłonią za uszkiem. Ten od razu zaczął mruczeć i się o
mnie ocierać. Uśmiechnąłem się, gdy otarł się o mój podbródek.
- Harry, kochanie…
- Boo-bear, proszę.
- Ja pierdzielę – jęknął szatyn i
potarł dłońmi twarz. – Ale jeśli zobaczę choć jednego, jednego kłaczka na moim ukochanym
swetrze lub ten wyliniały sierściuch nasika mi na moje nowe vansy…
- Tak! – krzyknął Niall, wyrzucając
ręce w górę. Cieszył się jakby to on miał zatrzymać kota, a nie my z Louisem.
- Dobra nasza! Trzeba by go jakoś
nazwać.
- To jest on czy ona? – spytał Zayn
przyglądając się kociakowi, który zwinął się na mojej piersi i zdawał się
przysnąć.
- Nie wiem – przyznałem. – Jest
chyba jeszcze zbyt mały, żeby to stwierdzić.
- To trzeba wymyślić imię, które
będzie pasowało do kotki i do kota, nie? – Niall wzruszył ramionami, po czym
klasnął w dłonie. – Wiem! Nazwiemy go Larry!
Niebieskie oczy blondyna zabłysły
niebezpiecznie. Nie chciałem się nawet zastanawiać o czym ten zwariowany Irlandczyk
myślał. Miałem tylko niemiłe przeczucie, że Shipperki Larrego Stylinsona
oszalałyby ze szczęścia na wieść o tym, że tak nazwaliśmy kota. W przeciwieństwie
do menagerów, którzy mieli skrócić nas za to o głowę.
- Zapomnij Horan. Ten kłębek futra
nie będzie nosił po mnie imienia. Nawet tego połowicznego.
- Louis ma trochę racji Niall, nie
możemy nazwać tak kota – wtrącił Liam, uciszając tym niezadowolonego blondyna.
Chłopak zdawał się oklapnąć. Gdyby był psem, jego uszy wisiałyby smętnie
zwieszone.
- Co wy na to, żeby nazwać go na
cześć zespołu? – zaproponował Malik.
- A co wy na to żeby się
odpierdolić i stąd zniknąć? To jest kot Harrego i mój. Nic wam do tego, jak go
nazwiemy.
- Oj, Tomlinson, już nie bądź taki.
Jeszcze chwilę temu go nawet nie chciałeś. A skoro wasza dwójka go zaadoptował,
to do nas – Niall wskazał na siebie,
Zayna i Liama – jego dobrych wujków należy nadanie mu imienia.
- Nie wkurwiaj mnie Horan.
- Tak, tak. – blondyn zamachał
dłonią w stronę Louisa jakby odganiał natrętną muchę.
Zagryzłem wargi i
spuściłem głowę, ukrywając uśmiech za włosami. Lou wyglądał na porządnie
wkurwionego. Gdyby zobaczył, że się śmieję, mógłby stracić panowanie nad sobą i
wywalić całą naszą piątkę z domu – wliczając w to kota. Spojrzałem ponownie na
kociaka. Maluch zwinął się w kłębek na mojej dłoni, wciskając pyszczek w moją pierś.
Był taki słodki.
- Ten kot zasłużył na porządne imię
i jako jego przyszły chrzestny ojciec zamierzam zadbać o to, żebyście nie
skrzywdzili go jakimś Ciapkiem, czy Puszkiem.
- Horan, cepie, to są psie imiona!
– krzyknął Lou wyrzucając ręce w górę. - Nie zamierzam nazywać mojego kota po
jakimś kundlu. Kot 1D będzie miał ładne, oryginalne imię.
1D. 1D. 1D.
Poderwałem głowę do góry.
- Nazwiemy go One D. – uśmiechnąłem
się szeroko, ciesząc się ze swojego geniuszu.
Chłopaki spojrzeli na mnie
zaskoczeni.
- No co? To dobre imię. Związane z
naszym zespołem. – spojrzałem na Zayna, który uśmiechnął się w odpowiedzi,
wyginając lekko kącik ust. – Poza tym jest oryginalne i nasze fanki je
pokochają. – tym razem spojrzałem na swojego chłopaka, który przyglądał mi się
ze zmarszczonymi brwiami.
Mars na czole Louisa szybko się
rozpogodził, zastąpiony przez czuły uśmiech. Nasze oczy się spotkały i już
wiedziałem, że Lou się zgadza.
- No, One D. witaj w swoim nowym
domu.
czwartek, 24 sierpnia 2017
Po drugiej stronie lustra - Prolog (TW)
Samotna postać przechadzała się po lesie, kopiąc od niechcenia kamienie i patyki, które miały nieszczęście znaleźć się na jej drodze. Nucąc coś bez słów i rytmu starała się zabić nudę i panującą dookoła ciszę. Czuła smutek. Złość i rozżalenie. A wszystko za sprawą monotonii i jałowości, które wkradły się ostatnimi czasy do jej życia.
- Nuda, nuda, nuda. – postać mruknęła pod nosem do samej siebie i oparła się o pień drzewa. – Ale nuda. – uderzała rytmicznie głową o pień drzewa, starając się coś wymyślić.
wtorek, 22 sierpnia 2017
3. Głuchy telefon - kontynuacja serii niefortunnych zdarzeń - Supernatural
Michał siedział przy swoim biurku, w gabinecie. Dookoła niego walały się teczki i papiery, które już dawno powinny zostać przejrzane, podpisane lub odesłane do poprawki. Na niczym nie mógł się skupić. A wszystko za sprawą jednego, małego urządzenia. Telefonu, który leżał tuż przed jego nosem i zdawał się z niego naśmiewać samym swoim wyglądem.
- Co tam u mojego ulubionego braciszka? – Gabriel wszedł jak zawsze bez pukania. W kąciku warg tkwił mu nieodłączny lizak, przez który szatyn mówił niewyraźnie, dokładając do tego ciągłe, irytujące dźwięki ciamkania i ssania. Jakby sama jego obecność nie była już dostatecznie wkurzająca.
Lisek - Epilog
Zwój na jego kolanach zdawał się nie mieć końca. Nieważne jak długo nad nim siedział, rulon zdawał się nie zmniejszyć ani odrobinę odkąd zaczął go czytać. Żeby to jeszcze było coś interesującego, jak nowa technika, czy jakaś dobra książka, choć te raczej nie występowały w tej formie.
Nie, on musiał ślęczeć nad jakimś głupim rocznym raportem jednego z kapitanów ANBU. W dodatku takiego, który krok po kroku opisywał swoją misję. Nawet to co na niej jadł lub kiedy i gdzie załatwiał swoje potrzeby. Jakby to kogokolwiek obchodziło.
Westchnął, przecierając zmęczone oczy. Fotel pod nim skrzypnął nieprzyjemnie, gdy zmienił pozycje. Z tym, że tym razem ten dźwięk wydawał mu się odrobinę inny niż zazwyczaj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)