poniedziałek, 4 lipca 2016

Kłamstwo - Rozdział 19


Rozdział 19

 Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Głównie dlatego, że jest krótki. Potrzebowałam jednak łącznika pomiędzy poprzednimi rozdziałami a nadchodzącą akcją finałową. Już wkrótce będzie się działo ;)

Podrapał się po nosie, czując łaskotanie. Gdy nie ustąpiło, przekręcił się na drugi bok, mając nadzieje, że nękający go owad da sobie spokój i pozwoli mu jeszcze pospać. Machnął ręką, odganiając owada, gdy znów przysiadł mu na czubku nosa.

- No wstawaj, wstawaj śpiąca królewno – usłyszał czyjś rozbawiony głos.

Zmarszczył się i przeciągnął, ziewając szeroko. Dopiero wtedy uchylił zasnute mgiełką snu oczy.

Jedyne, co ujrzał to para dużych, roześmianych, jasnoniebieskich oczu, wpatrujących się w niego uporczywie.

Zamrugał parokrotnie, a gdy to nie pomogło, przetarł oczy i zmarszczył brwi, wytężając wzrok.
- Mam koszmar.

Całość->

niedziela, 3 lipca 2016

Wampiry NIE istnieją - Teen Wolf


Wampiry NIE istnieją

 

- Po raz setny powtarzam ci, że wampiry nie istnieją! – Derek warknął, spoglądając na swoją betę, która śmiała twierdzić, że spędziła noc z cudownym, ciemnoskórym wampirem o imieniu Boyd.

- W takim razie, jak wytłumaczysz to? – Erica pociągnęła za kołnierzyk swojej bluzki, odsłaniając jeszcze więcej już i tak zbyt głębokiego, jak na jego gust dekoltu. Odwrócił wzrok, nim zobaczył coś, co później miałoby go straszyć po nocach.

- Nie zamierzam ci pokazać swoich cycków, perwersie. Patrz się tu. – fuknęła, niczym obrażona kotka, wydymając te swoje krwistoczerwone, pełne usta. Derek sapnął zirytowany i rzucił okiem. Na piersi dziewczyny, tuż nad sercem widniał ślad po kłach – dwie niewielkie dziurki, po których niebawem nie pozostanie nawet ślad.

- To nic nie znaczy. Równie dobrze twoja nowa zdobycz mogła mieć węża, który cię ugryzł, gdy spałaś.

- Węża to miał i to jakiego. I mogę cię zapewnić, że z całą pewnością nie kąsał. – westchnęła rozmarzona, wachlując się teatralnie dłonią. Derek skrzywił się w duchu. Miał nadzieje, że zostanie mu oszczędzony opis wydarzeń z randki jego bety. Ostatnim razem, gdy opowiadała mu o swoich podbojach, skończył w łazience, bijąc pokłony bożkowi porcelany, co było absurdalne odkąd był wilkołakiem i nie mógł chorować.

- Erica, skarbie, dlaczego dręczysz naszego drogiego alfę? Nie widzisz jaki on biedny i nieszczęśliwy? – Stiles uwiesił się na jego ramieniu, gładząc go po drugim, jak psiaka. I gdyby nastolatek nie był jego partnerem, już dawno skończyłby za te słowa, jako karma dla kundli.

- Stiles. – dziewczyna zamiauczała płaczliwym głosem. – Derek twierdzi, że wampiry nie istnieją.

- Bo nie istnieją. – wycedził przez zęby. Miał nadzieje, że to tylko mu się śni, że to zły sen i zaraz się obudzi.

- Ależ oczywiście, że wampiry istnieją. Nie oglądałeś Zmierzchu, Wywiadu z wampirem, Underworld’u? Wszędzie tam występowały wampiry.

- Mówiłem o prawdziwych wampirach, a nie takich zmyślonych, które błyszczą w słońcu i piją szczurzą krew. – westchnął z bezsilności.

- Takie prawdziwe też są.

- Chyba w snach.

- Śnią ci się wampirki, wilczku? – nos Stilesa musnął jego ucho, nim zostało ono przygryzione. Wstrzymał oddech, gdy jego ciałem wstrząsnął dreszcz. – Lubisz, gdy cię ktoś gryzie? Może to sprawdzimy? – głos Stilinskiego zmienił się w mrukliwy, uwodzicielski szept, który nęcił i kusił, niczym magia sukuba. Nie mógł odmówić takiej propozycji.

Tej nocy przekonał się, że wampiry rzeczywiście istnieją. A przynajmniej istniał jeden.

Miał na imię Stiles.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Uśmiechnij się - Teen Wolf


Uśmiechnij się

 
Witajcie kochani! Długo mnie nie było. Tęskniliście? Bo ja za wami bardzo. Na początek może coś małego, zanim ponownie wdrożę się w pisanie czegoś "nienaukowego". Miłego dnia :*

Derek ziewnął przeciągle, wchodząc do kuchni. Wyciągnął rękę po swój ulubiony kubek z zamiarem zaparzenia w nim kawy i aż zamrugał i przetarł parokrotnie oczy, gdy na suszarce zamiast niego znalazł jakiś wstrętny, bazarowy chłam z szerokim uśmiechem i napisem „uśmiechnij się”. Zmarszczył brwi i obejrzał się przez ramie na siedzących w salonie Scotta i Stilesa, którzy udawali, że po raz setny oglądają Mrocznego Rycerza, wcale nie zerkając na niego kątem oka. Zacisnął szczęki, postanawiając nie zaszczycić nawet słowem tych szczeniackich wygłupów. Kawę zawsze mógł wypić na mieście. Nie było mowy, by jego usta choćby zbliżyły się do tego paskudztwa, który ktoś omylnie śmiał nazwać kubkiem.

***

Czuł się padnięty. Przez kilka ostatnich godzin biegali po lesie całą watahą, szukając leśnego skrzata, który postanowił zabawić się z nimi w chowanego. Najgorsze było to, że skurkowaniec potrafił ukryć swój zapach i świetnie się maskował w leśnej gęstwinie. Gdyby nie pomoc Stilesa, który nie wiadomo skąd wytrzasnął informacje o garncach złota, pewnie dawaliby się wodzić za nos do następnej pełni. A tak wystarczyło odnaleźć ukochaną własność skrzata i zagrozić jej zabraniem, jeśli nie opuści terenów Beacon Hills.

- Jestem wypompowany. – jęknął Scott, opadając tyłkiem na jego kanapę. – Serio, już myślałem, że nigdy się go nie pozbędziemy.

- A co, czyżby zaczynało ci brakować czystej bielizny? Musisz przyznać, że ten skrzat miał dość ciekawe poczucie humoru. – Stilinski uśmiechnął się złośliwie, siadając koło przyjaciela, wyciągając przed siebie te długie, kościste kończyny.

- Zamknij się. – twarz Scotta przybrała kolor dojrzałego pomidora. – To nie do twojej półki z gaciami się dobrał i to nie twoje bokserki wisiały porozwieszane po całym mieście.

- I tak, nie znalazłby w jego półce niczego ciekawego. – prychnęła Erica.

- Dzięki, skarbie, ja też cię uwielbiam. – Stiles posłał jej w powietrzu całusa.

Darek postanowił całkowicie ich zignorować i usiadł na swoim ulubionym fotelu, który niegdyś zwykł okupować Peter. Zamarł, gdy poduszka pod nim wydała mało kulturalny dźwięk, a oczy wszystkich skierowały się w jego stronę. Wataha patrzyła na niego z przerażeniem lub zaskoczeniem. Tylko Scott i Stiles śmiali się otwarcie.

Jego ciemne brwi zmarszczyły się mocno, niemal się ze sobą stykając, gdy spod siedzenia wyciągnął niewielki, płaski, niebieski balon na którym o dziwo również była namalowana śmiejąca się buźka.

- Co. To. Jest? – wycedził przez zęby, mając ochotę udusić żartownisia, który mu to podłożył.

- Koleś, w jakim ty świecie żyjesz, skoro nigdy nie wiedziałeś pierdzącej poduszki? – wysapał Stiles między napadami śmiechu.

I Derek już wiedział, kto miał życzenie śmierci.

***

- Słyszałeś o tym, że zostało naukowo udowodnione, że minuta śmiechu przedłuża nasze życie o cały jeden dzień?

- Tak i co z tego? – spojrzał na Stilesa znad czytanej gazety.

- Powinieneś częściej się śmiać. W naszym przypadku nigdy nie wiadomo, kiedy coś znowu przypałęta się do Beacon. Po co narażać się niepotrzebnie. Lepiej działać profilaktycznie.

Zignorował go, wracając do czytania.

***

- Słyszałeś kawał o tym, jak wilk i zając jadą pociągiem?

- Tak.

- A ten o wilku, który oglądał z zajączkiem pornosy?

- Tak.

- A o wilku i trzech dziewicach?

- Tak!!!

***

Rozejrzał się po salonie, szukając kolejnych pułapek, które od kilku dni zastawiał na niego Stiles, a które podobno miały go rozbawić. Wczoraj przycisnął Scotta, który szybko pękł i się wygadał, że założyli się ze Stilinskim, że Stilesowi uda się zmusić Dereka do uśmiechu. Nie bardzo rozumiał sens owego zakładu, ale może zwyczajnie był już za stary, żeby nadążyć za pomysłami nastolatków. Telefon w jego kieszeni zawibrował, a później rozległa się melodia, której z całą pewnością sam sobie nie ustawił. W końcu który szanujący się wilkołak ustawiłby sobie na dzwonek „Who let the dogs out”!?

***

- Derek? – głos Stilesa był niepewny, co już samo w sobie było dziwne i zapaliło czerwone lampki w jego umyśle. Rzucił mu pytające spojrzenie czekając, aż Stilinski wydusi z siebie w czym rzecz.

- Wiesz, ja się tak właściwie zastanawiałem. – nastolatek wykręcał sobie palce, co wystarczyło, by wiedział, że Stiles był zdenerwowany. Nie musiał nawet używać swoich wilkołaczych zmysłów, by poczuć bijące od chłopaka emocje. – Bo wiesz… Stiles to tylko ksywa.

Przytaknął, dając do zrozumienia, że o tym wie.

- Naprawdę nazywam się Gemin.

Jego brwi uniosły się wysoko, gdy usłyszał to dziwne imię, którego zapewne nie byłby wstanie poprawnie wymówić bez połamania sobie języka.

- Wiedziałem, że z jakiegoś powodu czuje respekt przed szeryfem. To cud, że potrafi to wypowiedzieć.

***

- New day haaa… - mruknął niewyraźnie Stiles, próbując śpiewać wraz z Celin Dion lecącą z radia piosenkę, co przy jego stanie i zwyczajowym braku słuchu, sprawiło, że Derek skrzywił się i najchętniej zakryłby dłońmi uszy, gdyby nie był zajęty prowadzeniem samochodu.

- Zamknij się. – warknął, używając głosu alfy, mając nadzieje, że to choć na chwile uciszy Stilinskiego i uchroni go przed permanentnym ogłuchnięciem na prawe ucho. Powinien jednak pamiętać, że Stiles nie był wilkołakiem i jego ton nigdy na niego nie działał.

- Nie krzycz na mnie.

- Przestane, jak się w końcu zamkniesz i przestaniesz kaleczyć słowa piosenki. Nie idzie tego słuchać.

Nastolatek nie odpowiedział. Siedział cicho, przyglądając mu się z wyrzutem przez resztę drogi do jego rodzinnej rezydencji. Już wcześniej zdecydował, że odwożenie go w takim stanie do domu nie byłoby najmądrzejszym pomysłem. Wolał uniknąć kolejnego konfliktu z szeryfem Stilinskim i zaoszczędzić sobie bólu i czasu, jaki straciłby na wyciągnięcie kuli ze swojego postrzelonego ciała.

- Nie kochasz mnie już. – zahamował gwałtownie przed domem. Obejrzał się na Stilesa i zamrugał zaskoczony na jego wykrzywione w podkówkę usta i szklące się oczy. Otworzył usta, by coś powiedzieć, ale spomiędzy jego wark nie wydobył się żaden dźwięk.

- Dlaczego mnie już nie kochasz? – pierwsza łza przetoczyła się po pokrytym pieprzykami policzku, a Derek poczuł rosnące przerażenie. – No dlaczego? Przecież tak bardzo się starałem. Robiłem już chyba wszystko bylebyś tylko się uśmiechnął. – nastolatek pociągnął nosem, patrząc na niego tymi dużymi, zaczerwienionymi od płaczu oczami, sprawiając, że coś w jego wnętrzu się ścisnęło. Przysunął się do wstawionego Stilesa i objął go, nie zważając na to, że drążek skrzyni biegów nieprzyjemnie wbija mu się w bok.

- Już dobrze. Oczywiście, że cię kocham. – nie wiedzieć czemu, czuł potrzebę zapewnienia o tym Stilinskiego.

Nastolatek przywarł do niego, wczepiając się swoimi długimi palcami w jego skórzaną kurtkę niczym młode leniwca w swoją matkę.

- Już dobrze. – wyszeptał, gładząc Stilesa po plecach i karku.

- Kocham cię, Derek. – głos nastolatka był senny i niewiele głośniejszy od szeptu. Hale po raz pierwszy od dawna dziękował swojej szczęśliwej gwieździe, że urodził się wilkołakiem, bo mógłby tego nie usłyszeć.

- Ja ciebie też. – wyszeptał w ucho śpiącego chłopaka, a na jego ustach gościł szeroki, szczery uśmiech.

 

Koniec

poniedziałek, 30 maja 2016

Mała przerwa

UWAGA!!!

Prawdopodobnie przez najbliższe 3-4 tygodnie kolejne rozdziały się  nie ukażą. Ciężko jest mi prowadzenie bloga z pisaniem pracy dyplomowej i z czegoś musiałam czasowo zrezygnować. Przepraszam was wszystkich. Mam nadzieje, że mi to wybaczycie i po przerwie wrócicie do czytania. Pozdrawiam:*

poniedziałek, 23 maja 2016

Kłamstwo - Rozdział 18


Rozdział 18
 

 Życzę słonecznego tygodnia. Serdeczne dzięki za wszystkie wasze komentarze. Jesteście wielcy:*
 

Wpatrywał się w szachownice, przeciągając następny ruch. Jeśli przesunie konia doprowadzi do mata. A nie wiedział, czy powinien. Z jednej strony starszy mężczyzna nie był głupi i wyłapałby, gdyby dał mu wygrać. Z drugiej strony dziadek Shane’a mógłby się na niego obrazić, w przypadku przegranej. A Cole nie zamierzał robić sobie ze staruszka wroga. Ten mężczyzna i siedząca w fotelu z robótką kobieta, byli najważniejszymi ludźmi w życiu rudzielca. I jeśli zamierzał startować do Shane’a, wolał mieć ich po swojej stronie, a przynajmniej zrobić wszystko, by nie byli mu niechętni.

Poza tym zdążył ich bardzo polubić.

Przeważnie cicha i spokojna kobieta, po której Collen odziedziczył urodę, potrafiła być naprawdę nieprzewidywalna, gdy coś nie szło po jej myśli. Była idealnie dobraną połówką dla swojego męża – hałaśliwego, temperamentnego choleryka. Nie wierzył Shane’owi, gdy ten mu opowiadał, że jego babcia rządzi w domu żelazną ręka. Nie wierzył, do póki nie zobaczył na własne oczy, jak kobieta zmusiła męża do przyniesienia drewna. Nie użyła siły, ani groźby. Wystarczyło, że na niego ostrzej spojrzała. No i nie bardzo zrozumiał uwagę rudzielca o gonieniu kotów sąsiadki, to musiał być jakiś rodzinny żart. Wtedy zrozumiał, że Shane się nie mylił i pani Norton rzeczywiście trzymała męża pod pantoflem. Głowa rodu może i przerażał swoją posturą i hałaśliwym sposobem bycia, pokazując swoją postawą, że nikt mu nie podskoczy, ale prawda była taka, że truchlał jak dziecko, pod lodowatym spojrzeniem małżonki.

poniedziałek, 16 maja 2016

Kłamstwo - Rozdział 17


Rozdział 17

 
Powoli zmierzamy do końca. Rozdziałów będzie prawdopodobnie 23 +/- rozdział. Dziękuję za wasze komentarze i życzę słonecznego dnia. Tu pada:(
 

- Nie, to wcale nie tak. To wszystko nie tak. – załamany Kade, potarł twarz dłońmi. – Muszę mu to wyjaśnić. To wcale tak nie było.

- Chcesz powiedzieć, że nie zdradziłeś Collena? – na twarzy jego matki malowało się zmieszanie. Kobieta chyba się pogubiła i nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć.

Anders wcale się jej nie dziwił. Sam był tym trochę zdezorientowany, a przecież jakby na to nie patrzeć, był uczestnikiem całego zdarzenia. Wiedział tylko, że zależało mu na Shane’ie, jak na nikim wcześniej. A to ostatnie z Lucy… To było zwyczajne pożegnanie. Definitywne zakończenie ich romansu.
Całość ->

poniedziałek, 9 maja 2016

Kłamstwo - Rozdzial 16


Rozdział 16

 

- Dlaczego on mi to zrobił? – wychlipał skulony na jego kanapie Shane. Wyglądał na tak małego i bezbronnego, że Cole’owi pękało serce z żalu, gdy go takiego widział. Gdzie podział się ten stale uśmiechnięty i zadziorny mężczyzna, który kłócił się z nim i spierał przy każdej nadarzającej się okazji? Jak można było pozwolić, by ktoś tak pełny życia i wewnętrznego światła był w takim stanie? Złamany. Pozbawiony nadziei. Wewnętrznie pusty.

- Dlaczego on mi to zrobił, Cole? Czym sobie na to zasłużyłem? – ciemnozielone, opuchnięte od płaczu oczy spojrzały na niego, powodując u niego chęć mordu. Pragnął udusić Kade’a za to, co zrobił rudzielcowi.

- Nic. Niczym nie zasłużyłeś na takie traktowanie. – powiedział miękko, uspakajająco. – Anders nigdy nie powinien ci czegoś takiego zrobić. Nie robi się takich rzeczy osobie, którą się kocha, na której ci zależy.

- Kade mnie nie kochał. Jestem tego pewien. Ale… ale miałem nadzieje, że mu w pewien sposób na mnie zależy. – zachlipał. – W końcu znamy się tyle lat. Zawsze mogliśmy na sobie polegać. A później ten cały związek. Byłem pewien, że jest ze mną szczęśliwy. Że wszystko między nami się układa i zmierza w dobrym kierunku, a on… - Shane znowu wybuchnął płaczem, ukrywając twarz w dłoniach.